One shot z okazji ślubu Yume i BB <3
Podziękowania dla Laviego który nie wiem jak stworzył mi we łbie pomysł na Sumiego
No i dla Kandy za poprawki i pomoc ogólną.
Mam też prośbę o wyrozumiałość jako, że po raz pierwszy pisałem tentacle ale mam nadzieję, że się spodoba.
Aaa! Jeszcze jedno wielkie podziękowania dla Kandy za ogarnięcie wyglądy bloga i stworzenie nagłówka czy jak tam to się zwie -.-''' Kocham cię Kanda
Sumi, jak zwykle spał do południa, a gdy w końcu wstał i ruszył swą leniwą dupę pod prysznic, było już grubo po trzynastej, nie przejmował się tym, gdyż nie czekała go dziś żadna ważna robota. Nagle, rozdzwonił się jego telefon. Leniwym krokiem, skierował się do niego i odebrał:
-No kurwa, co tak długo!
-Właśnie wstałem...
-Gówno mnie to obchodzi, parszywy leniu! Do katedry w centrum i to zaraz! Sytuacja kryzysowa kod czarny.
O nic już nie pytając zakończył rozmowę, ubrał się najszybciej jak umiał i pobiegł do garażu (oczywiście wziął też miecz.), Już na miejscu zastał niemożliwie dużą ilość ludzi agencji, a gdy wszedł do środka zrozumiał powód. Trupy, były wszędzie ale nie to się liczyło, woń zewu była niezwykle przytłaczająca, a potęga jego posiadacza jeszcze bardziej. Przyjrzał się dokładnie ciałom i stwierdził iż musi być to dzieło elementalisty najprawdopodobniej arcymaga. Wyszedł z budynku i podzielił się swoimi wnioskami z szefem.
-Wiedziałem, że się przydasz. Daje ci tą sprawę oraz pełne uprawnienia, zresztą sam wiesz o co chodzi.
Powiedział a na widok wielkiego uśmiechu Sumiego spochmurniał.
-A właśnie. Gdzieś tu jest twój partner.
Dodał spokojnie i odszedł. Mina mężczyzny od razu zrzedła ale wiedział on, że z tymi na górze nie ma co walczyć, dlatego usiadł przy samochodzie i czekał aż to on zostanie znaleziony.
Znudzony mężczyzna już miał wsiąść do środka, gdy nagle zauważył, że niezbyt pewnym krokiem zbliża się do niego nieznany mu chłopak. Na oko, miał dopiero dwadzieścia lat, a sądząc po nowym mundurze i tym, że go nie znał, właśnie skończył akademię i dołączył do szeregów agencji. Od zwykłych nowych odróżniał go tylko wygląd, nie chodzi tu bynajmniej o jego emo włosy i mnóstwo kolczyków ale raczej o długi czarny koci ogon, kocie uszy i fioletowe kocie oczy. To musi być ten młody, co to mi go przydzielili. Nie zachwycał go pomysł niańczenia tego dzieciaka, ale zbytniego wyboru i tak nie miał.
-Witam Pana od dziś jesteśmy partnerami. Nazywam się Osuro i dopiero zaczynam w tej branży.
-Mów mi Sumi kotku i chuj mnie to obchodzi, masz być po prostu skuteczny.
-Dobrze Sumi-san. Z tego co wiem to nasz cel nazywa się Ekron, specjalizuje się w ślubnych morderstwach, nasi szukają go od roku.
-Co za idioci, powinni od razu przydzielić to mnie, przecież wiedzą, że lubię bawić się ogniem,
powiedział z grymasem wściekłości na twarzy, po czym wsiadł do auta. Młody usiadł obok niego i spytał:
-Gdzie my jedziemy? Na szkoleniu wyraźnie zaznaczali, że po pierwsze trzeba dobrze zbadać miejsce zbrodni.
-Młody nie kłóć się ze mną do cholery. Przydzielili cię do mnie więc nauczę cię co nieco o moich łowach. Po pierwsze musisz się przebrać. Mundur, to najgorsza rzecz w tym fachu. Po drugie, masz moce kota, korzystaj z nich. Po trzecie zawsze mniej przy sobie ulubioną zaufaną broń, mówiąc to wskazał na swój miecz.
Zajechali przed mały domek na przedmieściach.
-To to tu mieszkasz? Idź do środka i zrób to co ci mówiłem. Ja poczekam w wozie.
Zaskoczony Osuro wyszedł z samochodu i poszedł do siebie. Już w środku przebrał się w cywilne ciuchy i wziął z półki małe, poręczne wakizashi. Jego partner nie napawał go zbytnim optymizmem ale wiele słyszał o czarnym deszczu i jego dokonaniach, i w sumie wiele by dał aby móc być kimś takim. Dano mi szanse z której ja skorzystam Pomyślał i wrócił do pojazdu.
-Teraz lepiej?
-Oczywiście kotku. No dobra jedziemy do Selun & Otren.
-Po co?
-Kiedy ty się tam nudziłeś ja sprawdziłem parę informacji i dowiedziałem się, że to właśnie ta firma łączy wszystkie śluby. W sumie nie wiem czemu nikt wcześniej tego nie zauważył.
-Sugeruje pan łapówki?
-Oczywiście chłopcze. Łapówki to nieodzowna część naszej pracy.
Powiedział to tak jakby go to nie ruszało.
W końcu, byli na miejscu. Okolica i wygląd budynku sugerowały, że to raczej zakład pogrzebowy a nie firma organizująca śluby. No cóż, pozory mylą. Kazał młodemu rozejrzeć się po zapleczu a sam wszedł od frontu. Stała tam młoda kobieta która przyglądała mu się uważnie. Nonszalanckim krokiem podszedł do niej.
-W czym mogę panu pomóc?
-Widzi pani to raczej delikatna sprawa. Widziała pani tamtego neko? To mój przyszły mąż. Chcemy mieć najlepszy ślub na jaki nas stać a słyszałem, że wasze usługi mogą nam to dać.
-No cóż dobrze pan trafił moja asystentka weźmie państwa do biura i wszystko z wami omówi.
-Ze mną. Mój partner jest raczej... Nieśmiały i mógłby się speszyć. Poza tym oddał sprawę ślubu w moje ręce. Wyjdę tylko na chwilę i powiem mu, że trochę mnie nie będzie.
Szybkim, sprężystym krokiem opuścił pokój, podszedł do Osuro i pocałował go. Wyraźnie zaskoczony chłopak chciał się odsunąć, lecz Sumi nie pozwolił mu na to, trzymając go w pasie i jednocześnie wchodząc swym językiem w jego usta. Zdziwiło go jak szybko młody oddał mu się i pogrążył w pocałunku. Przysunęli się jeszcze bliżej siebie a ich języki wędrowały po ich ustach "bawiąc się" ze sobą nawzajem. Trwało to dłuższą chwilę a gdy skończyli powiedział:
-Będą cie obserwować, bądź ostrożny. Aaa i jakby co to jesteśmy zaręczeni kotku.
Zadowolony odszedł w stronę budynku jakby nic się nie stało zostawiając swego partnera samemu.
Osuro, nie do końca rozumiał co tu się dzieje, wyjął z kieszeni papierosa i zapalił, wolnym krokiem skierował się ku uliczce prowadzącej na zaplecze. Cichutko niczym kot wszedł do środka i zaczął szukać śladów. Nie było tam niczego specjalnego, najwyraźniej firma wynajmowała podwykonawców a sama zajmowała się nadzorem. W końcu znalazł się w strefie biurowej gdzie było więcej ludzi. Schował się w łazience i czekał aż ktoś do niej wejdzie. Wciąż pamiętał słowa jego nowego partnera, więc wyjął wakizashi i czekał na dogodny moment. Był gotów zabić jeśli miało pozwolić mu to znaleźć Ekrona. Nagle drzwi się otworzyły i wkroczył jakiś pracownik firmy. Zanim jeszcze zdjął spodnie, leżał na ziemi z poderżniętym gardłem a nad nim stał Osuro wyglądający w stu procentach jak on. Zadowolony z siebie nekoś wyrzucił przez okno ciało(prosto do wielkiego kubła na śmieci), posprzątał krew i skierował się ku wcześniej niedostępnych dla niego pomieszczeń. Nie było tam niczego specjalnego ale jego uwagę przykuła rozmowa telefoniczna elegancko ubranej kobiety.
-Tak ojcze. No przecież mówię, że tak. Na pewno damy radę to zorganizować.
-Tak wiem, że się niecierpliwisz
-Nie nie są silni, to zwykły człowiek i neko. Wiesz niektórych kręcą takie wariactwa.
-Dobrze tato. Pa.
Nie było to zbyt wiele szczegółów ale młody mógł być pewny, że chodziło o nich. Nie wiedział kim był ojciec kobiety ale przeczucie mówiło mu dwie rzeczy: "czas stąd spadać" i "oni mają coś wspólnego z podejrzanym" Nie zwracając na siebie uwagi wrócił do samochodu. Sumi już tam był.
-A więc co wyniuchałeś kotku?
Osuro opowiedział mu wszystko ze szczegółami licząc na to, że partner uzna wieści za pomocne.
-No cóż dobrze się spisałeś. Jutro z rana chce cię widzieć u mnie, zajmiemy się tym ojczulkiem.
Byli razem w pokoju. Sumi obejmował go mocno a ich usta były złączone w pocałunku. Odsunął się od niego i zaczął lubieżnie całować klatkę piersiową swego partnera jednocześnie głośno mrucząc. W końcu poczuł, pchnięcie i wylądował na łóżku, język drugiego zaczął pieścić jego prącie. Liźnięcia, lekkie ssanie, znów Liz, a teraz małe kąśnięcie, do tego masaż jąder. Nigdy nie czół czegoś podobnego. Mruczał głośniej, palce dłoni wplótł we włosy swego seme i lekko poruszał jego głową jednocześnie ogonem lekko dotykał okolice intymne tamtego aby on również czuł przyjemność. W końcu doszedł ale nie był to bynajmniej koniec. Sumi dokładnie wylizał jego prącie czyszcząc je z spermy po czym zaczął masować leżącego teraz na brzuchu Osuro. Ruchy jego dłoni były pewne i mocne, przynosiły ukojenie i relaks jaki był my potrzebny. Najpierw górne partie ciała, potem nogi i w końcu stopy. Mruczenie było już niesamowicie donośne a przyjemności nie było końca w odbycie Nekosia wylądował wibrator który to poruszał się regularnie, do tego delikatne głaskanie jego ogonka jeszcze bardziej podnosiło podniecenie. W końcu, nie mógł się powstrzymać, miauknął głośno i doszedł.
Obudził się, był sam w swoim małym pokoju a jego pościel była mokra od spermy.
Jak to się mogło stać? Czy ten jeden pocałunek tyle zmienił?
Kościół nie był zbyt duży a efekt ten pogłębiał się jeszcze przez tłumy jakie znajdowały się w środku i na zewnątrz. Jak zwykle Ekron siedział na miejscu organisty którego uprzednio zabił i czekał na dogodny moment. Rozbrzmiał marsz weselny, wszyscy umilkli a w stronę ołtarza powolnym krokiem zbliżało się przyszłe małżeństwo. Nienawidził wszystkich tych ludzi, on nie mógł wziąć ślubu, nie mógł nawet uprawiać z kimś sexu (gdy uprawia sex traci kontrole nad mocą i kończy się to śmiercią partnera no i magom nie wolno brać ślubu a jeśli to zrobią zerwą przysięgę składaną podczas nauk i od razu umrą) i oto miał szanse im to odpłacić. Skupił się, przymknął powieki i wyobraził sobię ogromny płomień który trawi tych ludzi. Usłyszał krzyki i piski a do jego nozdrzy doszedł smród palonych ciał i drewna. Napawał się tą chwilą, jego adoptowana córka załatwiała mu wejście na takie imprezy aby mógł czuć tą niewiarygodną radość. Zeskoczył na dół, idąc przez płomienie dobijał niedobitki i nucił z radością marsz weselny. O tak, dla tego momentu mógł oddać wszystko. Otworzył magiczny portal i znalazł się w swym domu.
-Znów to zrobiłeś.
-Owszem i cieszy mnie to.
Len'su powiedział te słowa dość pewnie i z wyraźną wściekłością ale Ekron wiedział, że jego kochanek nie potrafi gniewać się na niego wystarczająco długo by stało się to denerwujące. Spojrzał na niego udając wściekłość i wyciągnął w jego stronę dłoń która zmieniła się w macki, wystrzeliły one w stronę chłopaka i momentalnie oplotły jego ciało, większość z nich po prostu go trzymała ale kilka miało ciekawsze zadanie, wchodziły one pod ubranie delikatnie wędrując po ciele i szukając swego celu, jedna z nich owinęła się wokół penisa, co pozwoliło drugiej pieścić jego żołądź, dwie następne wsuwały się i wysuwały z jego odbytu a jeszcze inne pilnowały aby unosił się w powietrzu tworząc kończynami literę X. Chłopak jęczał głośno czując na sobie ich ohydny śluz i ruchy macek w jego odbycie i tej na penisie. Próbował się wyrwać ale spowodowało to tylko tyle, że ściskały jeszcze mocniej. Ekron podszedł do niego. Jego druga dłoń też się zmieniła ale tych macek użył do biczowania ofiary.
-To za podważanie mojego zdania.
Stwierdził krótko, po czym przeszedł do dalszego zadawania ciosów, które urozmaicił teraz podduszaniem Len'suna. Jęki, płacz i wycie jedynie podniecały go coraz bardziej. Macki mnożyły się oplatając chłopaka jeszcze bardziej. Jedna z nich wzięła pustą butelkę po winie i po prostu roztrzaskała ją, na jego plecach. Sześć z nich wpakowało mu się w odbyt gdzie nie tylko wsuwały się i wysuwały ale również ruszały się w niekonwencjonalne sposoby. Jedna z nich usilnie próbowała wcisnąć się w jego cewkę moczową, dwie masturbowały go a jedna masowała mosznę. Tak pieszczony, nie wytrzymał długo i doszedł na podłogę, dysząc ciężko. Macki znikły, opuszczając go brutalnie na ziemię a arcymag wziął go za włosy i pociągnął do wielkiej sali gdzie rzucił go na stół jadalny i bezceremonialnie zaczął okładać pięściami. W końcu odsunął się od ledwo żywego kochanka.
-Następnym razem pomyśl.
Powiedział i odwrócił się od niego plecami.
-Następnym razem sprawdź czy twój kochanek jest tym za kogo się podaje.
Zaskoczony odwrócił się, na stole leżał wpółżywy nekoś a za nim pojawił się Sumi. Mag próbował zaatakować ale jego moc nie chciała działać. Świsnął miecz i ręce arcymaga spadły na ziemię, trysnęła krew a zaatakowany stracił momentalnie przytomność. Gdy się obudził zauważył, że ktoś opatrzył mu rany.
-Szybko odzyskałeś przytomność.
-Jak to zrobiliście?
-Widzę, że zbędne pierdolenie to nie twoja domena. Spoko, widzisz tego słodkiego pojeba? Jest strasznie upierdliwy i naprawdę mam go dość ale czasem się przydaje, otóż to on wpadł na pomysł aby podmienić twojego kochasia i prostym sposobem użyć jego mocy aby zablokować twoją. Zapamiętaj kontakt fizyczny z tym małym skurwielem nie należy do bezpiecznych.
Ekron nic już nie mówił, spokojnie dał się zaprowadzić do samochodu. Sumi, wrócił do wielkiej sali.
-Ładnie sobie poradziłeś młody.
-Dzięki Sumi.- Wyjęczał cicho Osuro. Jego partner uśmiechnął się wziął go na ręce i spokojnym krokiem oddalił się do samochodu.
niedziela, 5 sierpnia 2012
sobota, 4 sierpnia 2012
Wampirze łowy
Dla Lemo i Okami <3 Yu je kocha bardzo i taki prezent dla nich ma =^w^='''
No i wielkie podziękowania dla Haru za poprawki <3
Sumi wszedł do pokoju spokojnym krokiem. Nie było w nim zbyt wiele miejsca, a z racji porozrzucanych wszędzie ciał było jeszcze gorzej. On jednak nie zwracał uwagi na to wszystko; dla niego ważnym było wypicie porannej kawy - dopiero wtedy będzie mógł normalnie myśleć i ogarnąć sprawę przez którą wyciągnęli go z łóżka o 4 nad ranem. Popijając czarny, nieco gorzkawy płyn, który dostał w jednorazowym kubku od jakiejś nieznanej mu policjantki przyglądał się wszystkiemu. Miejsce zbrodni wielu przyprawiłoby o zawrót głowy i atak torsji, ale dla niego nie było to niczym zbytnio zaskakującym - kolejny niezwykle agresywny wampir grasował w okolicy i wyglądało na to, że nie panował on nad swoimi mocami oraz głodem krwi i zabijania. Ziewnął, nie przejmując się krytycznym wzrokiem przełożonego i wyszedł z pomieszczenia.
-Nie masz zamiaru lepiej się temu przyjrzeć?
Spytał Ekero. Jak zwykle jego szef był poważny i chciał aby wszystko działo się według wyznaczonych zasad, choć dobrze wiedział iż nie zawsze jest to właściwe dla sytuacji, oraz że często nie przynosi efektu. Właśnie po to miał go, agenta specjalnego zwanego Czarnym Deszczem. Zwykle agencja wolała radzić sobie bez korzystania z jego usług, ale najwyraźniej dziś ich to przerosło.
-No dobra. Koniec zbędnego pierdolenia, mów ile czasu na niego polujecie i jaką ma rangę.
-To wampir dziesiątej klasy, ale nie panuje nad swoją mocą.
-Kurwa. Tacy są najgorsi.
Splunął pod nogi, skierował się w stronę swego samochodu, rozmyślając jak by tu zabić tak potężny cel. "Ja pierdole, znając ich, znów wpakują mnie w wielkie gówno, które będę zmuszony sprzątać" myślał z "wielkim" entuzjazmem.
Pierwszym co zrobił po wejściu do domu był szybki prysznic - nie znosił cuchnąć tym policyjnym ścierwem, które przyciągało uwagę nawet największego idioty. Po tym jak się przebrał założył na plecy pochwę ze swoim sławnym mieczem, od którego wziął się jego przydomek. "Zaczynamy łowy." Pomyślał gdy wyszedł z domu i skierował się do baru znajdującego się niedaleko miejsca zbrodni. Nie był to wytrawny lokal, ale zwykła spelunka do której miejscowi chadzali się upić i czasem pooglądać mecz. Młody barman za ladą posłał mu uśmiech gdy ten wszedł do środka, a gdy Sumi był już niedaleko zagadnął:
-Witam pana, w czym mogę pomóc?
-Był tu ostatnio ktoś, kto mógłby należeć do "innych"?
Spytał ściszając głos do szeptu.
-Widzę, że jest pan z tych ciekawskich. To szemrana okolica więc tak kręci się ich tu wielu, ale sądzę, że ma pan na myśli jakiś dokładny "egzemplarz" oraz, że nie należy on do tej dobrej części tej grupy.
-Jakiś ty kurwa inteligent, normalnie trafiłem na detektywa od siedmiu boleści.
Skwitował jego słowa po czym dodał:
-Nie pierdoląc dłużej o tym jakim idiotą jesteś, mów mi czy widziałeś ty jakiegoś wampira?
-Ta informacja nie będzie raczej tania...
-Chyba się przesłyszałem skurwysynu.
Powiedział łapiąc barmana za gardło i ściskając.
-D-d-dobrze, już dobrze. Widziałem trzech - jeden z nich jest teraz w black roomie, zawsze płaci więcej i zabija dziwki.
-Tak lepiej, dasz mi teraz całą wiedzę jaką posiadasz o nich, a ja oszczędzę cie, a może i wynagrodzę.
Pokój był obszerny oraz dobrze wyposażony, do celów w jakich znudzony klient tu przychodził. Wszędzie leżały martwe dziwki, a na wielkim łożu z baldachimem leżał w wygodnej pozie dorosły mężczyzna, z wyglądu dwudziestopięcioletni. Był to blondyn o niezwykle długich włosach, splecionych w malutkie warkoczyki oraz zielonych niczym trawa oczach. Reszta jego ciała nie wyróżniała się niczym, choć co niektórzy stwierdziliby, że przydało by mu się trochę poćwiczyć. Nagle do pokoju wszedł Sumi.
-Uuu widzę, że tym razem naprawdę się postarali.
Stwierdził z radością po czym podniósł się powoli z łóżka. Na pierwszy rzut oka Czarny Deszcz wiedział już, że to nie tego wampira poszukiwał. Mógł odejść, ale już dawno nie zaznał tej przyjemności jaką był sex. Z zadowoleniem zdjął górną część garderoby i położył się obok nieznajomego, który nie tracąc czasu od razu przeszedł do rzeczy i zaczął go całować po klatce piersiowej, schodząc coraz niżej. Zaskoczony tym, że jego partner chce być dawcą oddał się z zadowoleniem pieszczotom, a gdy poczuł na swym gotowym do czynów prąciu jego język, zamruczał cichutko. Blondyn wyraźnie wiedział co robi, bo jego ruchy były bardzo pewne. Zaczął od lizania trzonu po czym powolnymi ruchami języka przeszedł do żołędzia, którego zaczął lekko ssać, lizać i podgryzać. Po dłuższym czasie zdecydował się również na lizanie jąder. W końcu Sumi doszedł w jego ustach. Niezwykle podniecony nie mógł już się powstrzymać. Wstał i brutalnym ruchem odwrócił od siebie wampira po czym wszedł w niego. Najpierw ruchy były powolne i delikatne, ale to szybko mu się znudziło więc zwiększył tempo, ciesząc się jękami tego drugiego. Nie był to może najlepszy sex jego życia ale był z niego zadowolony; w końcu doszedł w nim jednocześnie wgryzł się w szyje blondyna. Znudzony normalnością tego co tu się działo przeszedł do jego ulubionej formy seksualnej czyli ferratio. Z wielkim zadowoleniem poruszał głową nieznajomego tak aby pieściła mu prącie. Dodatkowo mógł patrzeć na twarz upokorzonego partnera, co niezwykle mu się podobało. W oczach tego drugiego zebrały się łzy i widać było, że od czasu do czasu się dławi, ale dawał radę więc Sumi nie przejmował się i nadal ruszał posuwiście jego głową. Gdy już doszedł po raz drugi i wyszedł, szybkim ruchem skręcił mu kark i po uprzednim ubraniu się wyszedł.
Alidor stał na środku swojej wielkiej sypialni. Wspomnienia poprzedniej nocy nie dawały mu spokoju. Pamiętał ten szał, nieustanną potrzebę zabijania, głód krwi który to przejął nad nim kontrolę. Było to najstraszniejsze uczucie jakie kiedykolwiek czuł, ale w porównaniu z przyjemnością jaką dała mu "uczta" było niczym wielkim. Nie mógł spać więc postanowił się choć trochę rozluźnić, bawiąc się z paroma niewolnikami. Zaczął od swojego ulubionego zajęcia - kazał przywiązać jedną z ofiar do specjalnego stołu, który wyciągał kończyny w cztery różne strony co po jakimś czasie powodowało ich wyrwanie. Wsłuchiwał w niewiarygodne krzyki roznoszące się teraz w sali i zwielokrotniane przez echo podszedł do drugiego mężczyzny i bezceremonialnie rozpoczął zabawę którą nazywał voodu, polegała ona na tym, że mężczyzna przed nim był jego lalką, a on wbijał w nią długie igły, (czasem dla dodatkowej frajdy rozgrzewał je ale dziś miał nastrój na standardowa wersję). Właśnie dla tego po chwili przygotowań w mięśnie niewolnika wbiła się długa igła, a po niej następne - wrzeszczał niemiłosiernie, a Alidor robił swoje wbijając mu ostatnią igłę w penisa przez cewkę moczową. Właśnie w tym momencie pierwsza ofiara straciła kończyny i wrzaski obu umierających śpiewały w uszach wampira. Zadowolony z synchronizacji i ze sprawiania bólu poszedł po następną parę, która skończył dość szybko pod razami jego kija do baseballa, który to miał na właśnie takie okazje. Cieszyły go jęki i konwulsyjne drgawki umierających, ale jakoś nie był jeszcze totalnie spełniony. Udał się do zupełnie innej części domu, gdzie na łóżku leżał już przysłany mu sługa od zabawiania go seksualnie. Ku jego zdziwieniu był już gotowy do "użycia". Usiadł wygodnie w fotelu i popijał przygotowane wino, a chłopak rozpoczął fellatio, robił to dość sprawnie, ale Alidora denerwowało to, że jego wyraz twarzy był zupełnie pusty i bez uczuciowy. "Zmienię to" Pomyślał i gdy miał już dojść zamiast kazać partnerowi połknąć spermę , chwycił go za włosy i mocno szarpnął. Wywołało to grymas bólu i lekki jęk a przynajmniej to dostrzegł, za nim twarz sługi nie została "ochrzczona" spermą. "Udało się" Nie czekał, tylko od razu wsadził dwa palce w tyłek drugiego. Usłyszał głośny jęk więc rozpoczął posuwiste ruchy urozmaicane czasem ruchami kolistymi, góra dół i tzw, nożyczkami. Niezwykle podniecały go piski i jęki sługi, który zależnie od ruchu zachowywał się zupełnie inaczej. Nie wytrzymał, wszedł w chłopaka, aż po jądra co było dość trudne zważając na to jak się spinał. Mięśnie zaciskały się na jego prąciu a on ruszał nim nie zważając na nic i delektując się tą chwilą. Już miał dojść gdy usłyszał niepokojący odgłos, wyszedł z partnera przy okazji dochodząc mu na plecy i przyjął postawę gotowości do walki.
W tym samym czasie Sumi podszedł pod wielki budynek w bogatej części miasta. Wszędzie tu była straż, kamery itp. Nie dziwiło go to gdyż w tej dzielnicy było to normą. Pociągnął nosem i poczuł mocną woń zewu (zew to woń wydawana przez "innych", każdy jest inny i jeśli ma się odpowiednie umiejętności to można go ukryć.). "Ten idiota w ogóle się nie kryje. Każdy mógłby go znaleźć, a co dopiero ja." Pomyślał i spojrzał raz jeszcze na wille. "Trzeba to zrobić w ciężki sposób. W końcu dlatego jestem jednym z najlepszych, nie trzymam się reguł agencji. Wyjął miecz i jednym skokiem przeskoczył ogrodzenie lądując obok strażnika, któremu bez większych ceregieli odciął głowę. Wziął jego karabin i udał się do budynku, gdzie rozpętało się prawdziwe piekło. Ktoś musiał go widzieć bo czekali tam na niego odpowiednio przygotowani i zabarykadowani strażnicy. Znów pociągnął nosem. "Wszyscy są tam w jednym miejscu. "Przynajmniej będę miał już z głowy siekaninę" Jednym kopnięciem wyrwał drzwi z zawiasów, wpadł do środka i zaczął zabijać. Po dziesięciu minutach było po wszystkim, a Sumi z dumą zauważył, że nikt go nie trafił. Spokojnym krokiem kierując się zewem szedł w stronę celu. W końcu stanął przed pokojem w którym był cel, wbiegł do środka. Niestety ten drugi był gotowy i rzucił się na niego, gdy ten przekroczył tylko próg. Ku zdziwieniu Sumiego wróg dorównywał mu w walce. Atakowali i blokowali ich ruchy dla normalnych były niezwykle szybkie, ale dla nich były normą. Jak zwykle w takich sytuacjach czarny deszcz przedłużał walkę, analizując styl przeciwnika - w tym przypadku był to styl siłowy, stawiający na pojedynczą potężną technikę. Udało mu się też wypatrzeć lukę w obronie, był tylko jeden problem -musiał dać się uderzyć. Decyzja została podjęta natychmiastowo - Alidor uderzył go prosto w twarz, a on uderzył w strefę pod pachwiną łamiąc żebra przeciwnika. Gdy ten padł na ziemię, Sumi spojrzał na dziwka w rogu pokoju i jednym ruchem zabił go rzucając mu prosto w serce ukryty nóż. Ciało podejrzanego wziął na ramię i opuścił z uśmiechem sale. Jedynym problemem był złamany nos, ale przy jego regeneracji nie musiał się zbytnio przejmować.
-Co to było do kurwy nędzy ja się pytam?! Na pewno nie musiałeś zabić wszystkich!
-Szefie złapałem go!
-Nie pierdol mi tu i weź w końcu odpowiedzialność za swoje czyny!
-Ale...
-Żadnych ale Sumi!
Byli w biurze Ekero a oprócz nich było tam trzech ludzi, którzy przerażeni wściekłością szefa właśnie wychodzili.
-Iiiii... No dobra już wyszli. Wiesz, że nie popieram twoich metod, ale odwaliłeś kawał dobrej roboty. Nie zmienia to jednak faktu, że ja tu rządze i inni mają to wiedzieć.
-Dobrze szefie.
-Aaa i jeszcze jedno. Wyżej postawieni postanowili przydzielić ci partnera.
Zaskoczony Sumi wyszedł z biura. Nie wiedział co ma o tym myśleć
Jeśli podobało się wam i chcecie więcej Sumiego to piszcie. Yu lubi tego skurwiela więc chętnie coś napisze ^^
No i wielkie podziękowania dla Haru za poprawki <3
Sumi wszedł do pokoju spokojnym krokiem. Nie było w nim zbyt wiele miejsca, a z racji porozrzucanych wszędzie ciał było jeszcze gorzej. On jednak nie zwracał uwagi na to wszystko; dla niego ważnym było wypicie porannej kawy - dopiero wtedy będzie mógł normalnie myśleć i ogarnąć sprawę przez którą wyciągnęli go z łóżka o 4 nad ranem. Popijając czarny, nieco gorzkawy płyn, który dostał w jednorazowym kubku od jakiejś nieznanej mu policjantki przyglądał się wszystkiemu. Miejsce zbrodni wielu przyprawiłoby o zawrót głowy i atak torsji, ale dla niego nie było to niczym zbytnio zaskakującym - kolejny niezwykle agresywny wampir grasował w okolicy i wyglądało na to, że nie panował on nad swoimi mocami oraz głodem krwi i zabijania. Ziewnął, nie przejmując się krytycznym wzrokiem przełożonego i wyszedł z pomieszczenia.
-Nie masz zamiaru lepiej się temu przyjrzeć?
Spytał Ekero. Jak zwykle jego szef był poważny i chciał aby wszystko działo się według wyznaczonych zasad, choć dobrze wiedział iż nie zawsze jest to właściwe dla sytuacji, oraz że często nie przynosi efektu. Właśnie po to miał go, agenta specjalnego zwanego Czarnym Deszczem. Zwykle agencja wolała radzić sobie bez korzystania z jego usług, ale najwyraźniej dziś ich to przerosło.
-No dobra. Koniec zbędnego pierdolenia, mów ile czasu na niego polujecie i jaką ma rangę.
-To wampir dziesiątej klasy, ale nie panuje nad swoją mocą.
-Kurwa. Tacy są najgorsi.
Splunął pod nogi, skierował się w stronę swego samochodu, rozmyślając jak by tu zabić tak potężny cel. "Ja pierdole, znając ich, znów wpakują mnie w wielkie gówno, które będę zmuszony sprzątać" myślał z "wielkim" entuzjazmem.
Pierwszym co zrobił po wejściu do domu był szybki prysznic - nie znosił cuchnąć tym policyjnym ścierwem, które przyciągało uwagę nawet największego idioty. Po tym jak się przebrał założył na plecy pochwę ze swoim sławnym mieczem, od którego wziął się jego przydomek. "Zaczynamy łowy." Pomyślał gdy wyszedł z domu i skierował się do baru znajdującego się niedaleko miejsca zbrodni. Nie był to wytrawny lokal, ale zwykła spelunka do której miejscowi chadzali się upić i czasem pooglądać mecz. Młody barman za ladą posłał mu uśmiech gdy ten wszedł do środka, a gdy Sumi był już niedaleko zagadnął:
-Witam pana, w czym mogę pomóc?
-Był tu ostatnio ktoś, kto mógłby należeć do "innych"?
Spytał ściszając głos do szeptu.
-Widzę, że jest pan z tych ciekawskich. To szemrana okolica więc tak kręci się ich tu wielu, ale sądzę, że ma pan na myśli jakiś dokładny "egzemplarz" oraz, że nie należy on do tej dobrej części tej grupy.
-Jakiś ty kurwa inteligent, normalnie trafiłem na detektywa od siedmiu boleści.
Skwitował jego słowa po czym dodał:
-Nie pierdoląc dłużej o tym jakim idiotą jesteś, mów mi czy widziałeś ty jakiegoś wampira?
-Ta informacja nie będzie raczej tania...
-Chyba się przesłyszałem skurwysynu.
Powiedział łapiąc barmana za gardło i ściskając.
-D-d-dobrze, już dobrze. Widziałem trzech - jeden z nich jest teraz w black roomie, zawsze płaci więcej i zabija dziwki.
-Tak lepiej, dasz mi teraz całą wiedzę jaką posiadasz o nich, a ja oszczędzę cie, a może i wynagrodzę.
Pokój był obszerny oraz dobrze wyposażony, do celów w jakich znudzony klient tu przychodził. Wszędzie leżały martwe dziwki, a na wielkim łożu z baldachimem leżał w wygodnej pozie dorosły mężczyzna, z wyglądu dwudziestopięcioletni. Był to blondyn o niezwykle długich włosach, splecionych w malutkie warkoczyki oraz zielonych niczym trawa oczach. Reszta jego ciała nie wyróżniała się niczym, choć co niektórzy stwierdziliby, że przydało by mu się trochę poćwiczyć. Nagle do pokoju wszedł Sumi.
-Uuu widzę, że tym razem naprawdę się postarali.
Stwierdził z radością po czym podniósł się powoli z łóżka. Na pierwszy rzut oka Czarny Deszcz wiedział już, że to nie tego wampira poszukiwał. Mógł odejść, ale już dawno nie zaznał tej przyjemności jaką był sex. Z zadowoleniem zdjął górną część garderoby i położył się obok nieznajomego, który nie tracąc czasu od razu przeszedł do rzeczy i zaczął go całować po klatce piersiowej, schodząc coraz niżej. Zaskoczony tym, że jego partner chce być dawcą oddał się z zadowoleniem pieszczotom, a gdy poczuł na swym gotowym do czynów prąciu jego język, zamruczał cichutko. Blondyn wyraźnie wiedział co robi, bo jego ruchy były bardzo pewne. Zaczął od lizania trzonu po czym powolnymi ruchami języka przeszedł do żołędzia, którego zaczął lekko ssać, lizać i podgryzać. Po dłuższym czasie zdecydował się również na lizanie jąder. W końcu Sumi doszedł w jego ustach. Niezwykle podniecony nie mógł już się powstrzymać. Wstał i brutalnym ruchem odwrócił od siebie wampira po czym wszedł w niego. Najpierw ruchy były powolne i delikatne, ale to szybko mu się znudziło więc zwiększył tempo, ciesząc się jękami tego drugiego. Nie był to może najlepszy sex jego życia ale był z niego zadowolony; w końcu doszedł w nim jednocześnie wgryzł się w szyje blondyna. Znudzony normalnością tego co tu się działo przeszedł do jego ulubionej formy seksualnej czyli ferratio. Z wielkim zadowoleniem poruszał głową nieznajomego tak aby pieściła mu prącie. Dodatkowo mógł patrzeć na twarz upokorzonego partnera, co niezwykle mu się podobało. W oczach tego drugiego zebrały się łzy i widać było, że od czasu do czasu się dławi, ale dawał radę więc Sumi nie przejmował się i nadal ruszał posuwiście jego głową. Gdy już doszedł po raz drugi i wyszedł, szybkim ruchem skręcił mu kark i po uprzednim ubraniu się wyszedł.
Alidor stał na środku swojej wielkiej sypialni. Wspomnienia poprzedniej nocy nie dawały mu spokoju. Pamiętał ten szał, nieustanną potrzebę zabijania, głód krwi który to przejął nad nim kontrolę. Było to najstraszniejsze uczucie jakie kiedykolwiek czuł, ale w porównaniu z przyjemnością jaką dała mu "uczta" było niczym wielkim. Nie mógł spać więc postanowił się choć trochę rozluźnić, bawiąc się z paroma niewolnikami. Zaczął od swojego ulubionego zajęcia - kazał przywiązać jedną z ofiar do specjalnego stołu, który wyciągał kończyny w cztery różne strony co po jakimś czasie powodowało ich wyrwanie. Wsłuchiwał w niewiarygodne krzyki roznoszące się teraz w sali i zwielokrotniane przez echo podszedł do drugiego mężczyzny i bezceremonialnie rozpoczął zabawę którą nazywał voodu, polegała ona na tym, że mężczyzna przed nim był jego lalką, a on wbijał w nią długie igły, (czasem dla dodatkowej frajdy rozgrzewał je ale dziś miał nastrój na standardowa wersję). Właśnie dla tego po chwili przygotowań w mięśnie niewolnika wbiła się długa igła, a po niej następne - wrzeszczał niemiłosiernie, a Alidor robił swoje wbijając mu ostatnią igłę w penisa przez cewkę moczową. Właśnie w tym momencie pierwsza ofiara straciła kończyny i wrzaski obu umierających śpiewały w uszach wampira. Zadowolony z synchronizacji i ze sprawiania bólu poszedł po następną parę, która skończył dość szybko pod razami jego kija do baseballa, który to miał na właśnie takie okazje. Cieszyły go jęki i konwulsyjne drgawki umierających, ale jakoś nie był jeszcze totalnie spełniony. Udał się do zupełnie innej części domu, gdzie na łóżku leżał już przysłany mu sługa od zabawiania go seksualnie. Ku jego zdziwieniu był już gotowy do "użycia". Usiadł wygodnie w fotelu i popijał przygotowane wino, a chłopak rozpoczął fellatio, robił to dość sprawnie, ale Alidora denerwowało to, że jego wyraz twarzy był zupełnie pusty i bez uczuciowy. "Zmienię to" Pomyślał i gdy miał już dojść zamiast kazać partnerowi połknąć spermę , chwycił go za włosy i mocno szarpnął. Wywołało to grymas bólu i lekki jęk a przynajmniej to dostrzegł, za nim twarz sługi nie została "ochrzczona" spermą. "Udało się" Nie czekał, tylko od razu wsadził dwa palce w tyłek drugiego. Usłyszał głośny jęk więc rozpoczął posuwiste ruchy urozmaicane czasem ruchami kolistymi, góra dół i tzw, nożyczkami. Niezwykle podniecały go piski i jęki sługi, który zależnie od ruchu zachowywał się zupełnie inaczej. Nie wytrzymał, wszedł w chłopaka, aż po jądra co było dość trudne zważając na to jak się spinał. Mięśnie zaciskały się na jego prąciu a on ruszał nim nie zważając na nic i delektując się tą chwilą. Już miał dojść gdy usłyszał niepokojący odgłos, wyszedł z partnera przy okazji dochodząc mu na plecy i przyjął postawę gotowości do walki.
W tym samym czasie Sumi podszedł pod wielki budynek w bogatej części miasta. Wszędzie tu była straż, kamery itp. Nie dziwiło go to gdyż w tej dzielnicy było to normą. Pociągnął nosem i poczuł mocną woń zewu (zew to woń wydawana przez "innych", każdy jest inny i jeśli ma się odpowiednie umiejętności to można go ukryć.). "Ten idiota w ogóle się nie kryje. Każdy mógłby go znaleźć, a co dopiero ja." Pomyślał i spojrzał raz jeszcze na wille. "Trzeba to zrobić w ciężki sposób. W końcu dlatego jestem jednym z najlepszych, nie trzymam się reguł agencji. Wyjął miecz i jednym skokiem przeskoczył ogrodzenie lądując obok strażnika, któremu bez większych ceregieli odciął głowę. Wziął jego karabin i udał się do budynku, gdzie rozpętało się prawdziwe piekło. Ktoś musiał go widzieć bo czekali tam na niego odpowiednio przygotowani i zabarykadowani strażnicy. Znów pociągnął nosem. "Wszyscy są tam w jednym miejscu. "Przynajmniej będę miał już z głowy siekaninę" Jednym kopnięciem wyrwał drzwi z zawiasów, wpadł do środka i zaczął zabijać. Po dziesięciu minutach było po wszystkim, a Sumi z dumą zauważył, że nikt go nie trafił. Spokojnym krokiem kierując się zewem szedł w stronę celu. W końcu stanął przed pokojem w którym był cel, wbiegł do środka. Niestety ten drugi był gotowy i rzucił się na niego, gdy ten przekroczył tylko próg. Ku zdziwieniu Sumiego wróg dorównywał mu w walce. Atakowali i blokowali ich ruchy dla normalnych były niezwykle szybkie, ale dla nich były normą. Jak zwykle w takich sytuacjach czarny deszcz przedłużał walkę, analizując styl przeciwnika - w tym przypadku był to styl siłowy, stawiający na pojedynczą potężną technikę. Udało mu się też wypatrzeć lukę w obronie, był tylko jeden problem -musiał dać się uderzyć. Decyzja została podjęta natychmiastowo - Alidor uderzył go prosto w twarz, a on uderzył w strefę pod pachwiną łamiąc żebra przeciwnika. Gdy ten padł na ziemię, Sumi spojrzał na dziwka w rogu pokoju i jednym ruchem zabił go rzucając mu prosto w serce ukryty nóż. Ciało podejrzanego wziął na ramię i opuścił z uśmiechem sale. Jedynym problemem był złamany nos, ale przy jego regeneracji nie musiał się zbytnio przejmować.
-Co to było do kurwy nędzy ja się pytam?! Na pewno nie musiałeś zabić wszystkich!
-Szefie złapałem go!
-Nie pierdol mi tu i weź w końcu odpowiedzialność za swoje czyny!
-Ale...
-Żadnych ale Sumi!
Byli w biurze Ekero a oprócz nich było tam trzech ludzi, którzy przerażeni wściekłością szefa właśnie wychodzili.
-Iiiii... No dobra już wyszli. Wiesz, że nie popieram twoich metod, ale odwaliłeś kawał dobrej roboty. Nie zmienia to jednak faktu, że ja tu rządze i inni mają to wiedzieć.
-Dobrze szefie.
-Aaa i jeszcze jedno. Wyżej postawieni postanowili przydzielić ci partnera.
Zaskoczony Sumi wyszedł z biura. Nie wiedział co ma o tym myśleć
Jeśli podobało się wam i chcecie więcej Sumiego to piszcie. Yu lubi tego skurwiela więc chętnie coś napisze ^^
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)