Kato nie był dziś w zbyt dobrym nastroju, Musiał wstać o czwartej, aby
przed wyjściem na przesłuchania zdążyć jeszcze wpaść do swoich dziadków i
pomóc im z jakimiś techniczno-informatycznymi problemami na których w
sumie się nie znał. "Czemu dla nich to, że jestem młody równa się temu,
że pomogę im, gdy nie będą sobie radzić z komputerem." Pomyślał
poddenerwowany chłopak. Oczywiście przemilczał całą sprawę, aby nikogo nie urazić oraz próbował im jak najbardziej pomóc, ale oczywiście
jego priorytetem na dziś było coś zupełnie innego.
Stał
spokojnie za kulisami czekając na swoją kolej i miętoląc w rękach kartki
zapisane nutami. Mimo, iż właśnie znajdował się na poważnej uczelni po
nikim spotkanym tu by się tego nie spodziewał, wszędzie zamiast
garniturów i innych poważnych stroi dominowały po prostu takie
odbiegające od normy. Właśnie dlatego nikt nie zwracał uwagi na jego
glany, długi czarny płaszcz, maskę na twarzy no i wszechobecne kolczyki.
Ktoś wykrzyczał jego imię, więc z niepokojem wyszedł na scenę. Cała
widownia była zapełniona ludźmi, uczniami starszych roczników,
nauczycielami oraz zwykłymi ludźmi chcącymi zbliżyć się do szeroko
rozumianej sztuki. W specjalnej loży siedziała komisja, która miała
ocenić jego zdolności i postanowić czy zostanie jedną z uczących się tu
osób. Przedstawił się i dość niepewnie skierował do stolika na którym
stał jego instrument, był to flet poprzeczny. Spojrzał jeszcze raz na
nuty i na widownie, zaskoczony zauważył, iż przygląda mu się jakiś
chłopak. Miał on śnieżnobiałe, rozpuszczone włosy które sięgały mu do
pasa, fioletowe oczy i był przeraźliwie chudy, miał na sobie zwykłe
jeansy oraz czarną koszulkę ze śnieżną panterą. Nieznajomy uśmiechał się
do niego szeroko, co nie wiedzieć czemu dodało mu otuchy, przymknął
lekko oczy, skupił wzrok na nutach, a myśli na muzyce i zaczął grać.
Przez chwile świat przestał dla niego istnieć, uwielbiał właśnie ten
moment, tylko on i jego wewnętrzne "ja" miały teraz znaczenie, przelewał
w innych to co czół dając upust emocjom i korzystając przy tym z chwili
bez społecznych masek. Gdy skończył, ukłonił się, odłożył instrument i
po usłyszeniu, iż na werdykt ma czekać wraz z innymi, ulotnił się
pośpiesznie. Zanim jednak to zrobił, rzucił szybkie spojrzenie na
nieznajomego. Ku jego zaskoczeniu tamten wpatrywał się w niego i gdy ich
oczy spotkały się lekko skinął mu głową z wyraźną aprobatą.
Zdał. Nie umiał opisać tego jak bardzo się cieszył. Oczywiście podczas
ogłaszania wyników wszyscy byli śmiertelnie poważni, ale po opuszczeniu
budynku szkoły zaczęły się głośne okrzyki radości, dzikie wiwaty,
śmiechy i okrzyki. Od razu dało się poznać kto się dostał. Śmieszyło go
to, że zachowują się jak dzieciaki mimo, że dostali się do tak poważnego
miejsca, ale nie mógł powstrzymać tej potężnej nieposkromionej fali
radości. Gdy wszedł do domu pierwszym na co zwrócił uwagę była
niesamowita cisza.
- Yu! Jesteś w domu? Akemi jeszcze nie wróciła?
Krzyknął.
Nagle jedne z drzwi się otworzyły a na korytarz wyszedł mały chłopiec w
blado pomarańczowej kociej piżamce. Miał krótkie fioletowe włosy i duże
niebieskie oczy, a w ręce trzymał nadgryzionego pączka, na oko wyglądał
na siedem lub osiem lat.
-Braciszek! Zdałeś?! W ogóle! w ogóle!
Wiesz co?! Akemi robi pyszne pączki i wiesz jeszcze co? Dziś się
nauczyłem jak je robić - chłopczyk wypowiedział to wszystko na jednym
wydechu swoim przesłodkim dziecinnym głosem, jednocześnie biegnąc w
stronę brata, na którego rzucił się i przytulił. Kato podniósł go i
przytulił, po czym roześmiał się i powiedział:
-Oczywiście, że
zdałem głuptasie i mam nadzieję, że nie śmiałeś w to wątpić. Ooo umiesz
robić pączki, jestem z ciebie taki dumny - postawił go na podłodze i
udał się do kuchni gdzie czekała na niego góra pączków i notka od ich
starszej siostry, że wróci późno. Ich rodzice rozwiedli się, ale jako,
że ich najstarsza córka była już pełnoletnia i sąd oraz oni zgodzili się
na to, mieszkali z nią i to ona prawnie za nich odpowiadała. Resztę
dnia spędzili razem na zabawię i głupotach czekając na powrót ostatniego
domownika. Niestety zanim się doczekali, zasnęli na kanapie w salonie.
Shiro jak zwykle po szkole poszedł do Nero. Znali się od niedawna, ale
lubili spędzać razem czas grając i robiąc różne głupie rzeczy, totalnie
nie związane z nauką i rozwijaniem swych talentów. Jego przyjaciel był
pianistą i mimo, że był dopiero na drugim roku był dość rozpoznawalną
personą i to nie z powodu jego zielonych włosów zawsze wystylizowanych
na emo, czy ubierania się w rurki, czy posiadania bardzo wielu kolczyków
w swoim ciele, po prostu każdy kojarzył go dzięki jego niesamowite,
grającej na emocjach muzyce, której widać było, że poświęcił wiele
czasu. Shiro uwielbiał gdy tworzyli razem duet, gdyż miał wrażenie, że
łączy ich wtedy nie tylko sztuka (mimo, że sam grał na innym
instrumencie a mianowicie na skrzypcach), ale również uczucia. Nigdy nie
przyznał się koledze, iż jego orientacja seksualna odbiega od szeroko
przyjętej normy. Nie chciał by ich relacje się zmieniły, a poza tym nie
kochał Nero. Chyba... Ale musiał również przyznać przed samym sobą, że
ich bliskość w takim momencie bardzo go cieszyła. Siedzieli właśnie w
pokoju młodego pianisty i czytali jakieś durne babskie pisemko dla
nastolatek, śmiejąc się z wypisywanych tam idiotyzmów, gdy nagle
białowłosy zmienił temat.
-Nie było cie dziś na przesłuchaniach.
-A no. W sumie uznałem, że nie chce mi się iść.
-Ty leniu! Pewnie spałeś do czternastej! -Powiedział z udawanym wyrzutem i dźgnął kolegę.
-E tam i tak pewnie nic ciekawego mnie nie ominęło.
-Było
parę ciekawych osób. Na przykład jedna baletnica i chłopak który grał
na altówce no i i i... i jeden flecista który był naprawdę świetny - "I
dodatkowo przystojny." Pomyślał.
-Nadrobię to jakoś. Jeśli ty uważasz
kogoś za ciekawego to za pewne niedługo wyrwą się z szarej masy i
zobaczymy ich na naszych próbach.
Zaśmiali się obaj nie wiedzieć
czemu i wrócili do robienia głupot. Jednak nie wiedzieć czemu Shiro nie
mógł przestać myśleć o nieznajomym chłopaku.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To taki początek. Wiem, że słabe krótkie itp ale cóż gomene i postaram się poprawić.
Chce zaznaczyć, że wątku BDSM raczej tu nie będzie i również dodaje arty na podstawie których powstała powstać Yutero/Yu i Kato <3
Z góry dziękuję za wszelkie komentarze i liczę na konstruktywny opieprz za to jak słabe to jest ~^,^~
So enjoy your yaoi <3
czwartek, 13 grudnia 2012
niedziela, 5 sierpnia 2012
Neko i sprawa ślubu
One shot z okazji ślubu Yume i BB <3
Podziękowania dla Laviego który nie wiem jak stworzył mi we łbie pomysł na Sumiego
No i dla Kandy za poprawki i pomoc ogólną.
Mam też prośbę o wyrozumiałość jako, że po raz pierwszy pisałem tentacle ale mam nadzieję, że się spodoba.
Aaa! Jeszcze jedno wielkie podziękowania dla Kandy za ogarnięcie wyglądy bloga i stworzenie nagłówka czy jak tam to się zwie -.-''' Kocham cię Kanda
Sumi, jak zwykle spał do południa, a gdy w końcu wstał i ruszył swą leniwą dupę pod prysznic, było już grubo po trzynastej, nie przejmował się tym, gdyż nie czekała go dziś żadna ważna robota. Nagle, rozdzwonił się jego telefon. Leniwym krokiem, skierował się do niego i odebrał:
-No kurwa, co tak długo!
-Właśnie wstałem...
-Gówno mnie to obchodzi, parszywy leniu! Do katedry w centrum i to zaraz! Sytuacja kryzysowa kod czarny.
O nic już nie pytając zakończył rozmowę, ubrał się najszybciej jak umiał i pobiegł do garażu (oczywiście wziął też miecz.), Już na miejscu zastał niemożliwie dużą ilość ludzi agencji, a gdy wszedł do środka zrozumiał powód. Trupy, były wszędzie ale nie to się liczyło, woń zewu była niezwykle przytłaczająca, a potęga jego posiadacza jeszcze bardziej. Przyjrzał się dokładnie ciałom i stwierdził iż musi być to dzieło elementalisty najprawdopodobniej arcymaga. Wyszedł z budynku i podzielił się swoimi wnioskami z szefem.
-Wiedziałem, że się przydasz. Daje ci tą sprawę oraz pełne uprawnienia, zresztą sam wiesz o co chodzi.
Powiedział a na widok wielkiego uśmiechu Sumiego spochmurniał.
-A właśnie. Gdzieś tu jest twój partner.
Dodał spokojnie i odszedł. Mina mężczyzny od razu zrzedła ale wiedział on, że z tymi na górze nie ma co walczyć, dlatego usiadł przy samochodzie i czekał aż to on zostanie znaleziony.
Znudzony mężczyzna już miał wsiąść do środka, gdy nagle zauważył, że niezbyt pewnym krokiem zbliża się do niego nieznany mu chłopak. Na oko, miał dopiero dwadzieścia lat, a sądząc po nowym mundurze i tym, że go nie znał, właśnie skończył akademię i dołączył do szeregów agencji. Od zwykłych nowych odróżniał go tylko wygląd, nie chodzi tu bynajmniej o jego emo włosy i mnóstwo kolczyków ale raczej o długi czarny koci ogon, kocie uszy i fioletowe kocie oczy. To musi być ten młody, co to mi go przydzielili. Nie zachwycał go pomysł niańczenia tego dzieciaka, ale zbytniego wyboru i tak nie miał.
-Witam Pana od dziś jesteśmy partnerami. Nazywam się Osuro i dopiero zaczynam w tej branży.
-Mów mi Sumi kotku i chuj mnie to obchodzi, masz być po prostu skuteczny.
-Dobrze Sumi-san. Z tego co wiem to nasz cel nazywa się Ekron, specjalizuje się w ślubnych morderstwach, nasi szukają go od roku.
-Co za idioci, powinni od razu przydzielić to mnie, przecież wiedzą, że lubię bawić się ogniem,
powiedział z grymasem wściekłości na twarzy, po czym wsiadł do auta. Młody usiadł obok niego i spytał:
-Gdzie my jedziemy? Na szkoleniu wyraźnie zaznaczali, że po pierwsze trzeba dobrze zbadać miejsce zbrodni.
-Młody nie kłóć się ze mną do cholery. Przydzielili cię do mnie więc nauczę cię co nieco o moich łowach. Po pierwsze musisz się przebrać. Mundur, to najgorsza rzecz w tym fachu. Po drugie, masz moce kota, korzystaj z nich. Po trzecie zawsze mniej przy sobie ulubioną zaufaną broń, mówiąc to wskazał na swój miecz.
Zajechali przed mały domek na przedmieściach.
-To to tu mieszkasz? Idź do środka i zrób to co ci mówiłem. Ja poczekam w wozie.
Zaskoczony Osuro wyszedł z samochodu i poszedł do siebie. Już w środku przebrał się w cywilne ciuchy i wziął z półki małe, poręczne wakizashi. Jego partner nie napawał go zbytnim optymizmem ale wiele słyszał o czarnym deszczu i jego dokonaniach, i w sumie wiele by dał aby móc być kimś takim. Dano mi szanse z której ja skorzystam Pomyślał i wrócił do pojazdu.
-Teraz lepiej?
-Oczywiście kotku. No dobra jedziemy do Selun & Otren.
-Po co?
-Kiedy ty się tam nudziłeś ja sprawdziłem parę informacji i dowiedziałem się, że to właśnie ta firma łączy wszystkie śluby. W sumie nie wiem czemu nikt wcześniej tego nie zauważył.
-Sugeruje pan łapówki?
-Oczywiście chłopcze. Łapówki to nieodzowna część naszej pracy.
Powiedział to tak jakby go to nie ruszało.
W końcu, byli na miejscu. Okolica i wygląd budynku sugerowały, że to raczej zakład pogrzebowy a nie firma organizująca śluby. No cóż, pozory mylą. Kazał młodemu rozejrzeć się po zapleczu a sam wszedł od frontu. Stała tam młoda kobieta która przyglądała mu się uważnie. Nonszalanckim krokiem podszedł do niej.
-W czym mogę panu pomóc?
-Widzi pani to raczej delikatna sprawa. Widziała pani tamtego neko? To mój przyszły mąż. Chcemy mieć najlepszy ślub na jaki nas stać a słyszałem, że wasze usługi mogą nam to dać.
-No cóż dobrze pan trafił moja asystentka weźmie państwa do biura i wszystko z wami omówi.
-Ze mną. Mój partner jest raczej... Nieśmiały i mógłby się speszyć. Poza tym oddał sprawę ślubu w moje ręce. Wyjdę tylko na chwilę i powiem mu, że trochę mnie nie będzie.
Szybkim, sprężystym krokiem opuścił pokój, podszedł do Osuro i pocałował go. Wyraźnie zaskoczony chłopak chciał się odsunąć, lecz Sumi nie pozwolił mu na to, trzymając go w pasie i jednocześnie wchodząc swym językiem w jego usta. Zdziwiło go jak szybko młody oddał mu się i pogrążył w pocałunku. Przysunęli się jeszcze bliżej siebie a ich języki wędrowały po ich ustach "bawiąc się" ze sobą nawzajem. Trwało to dłuższą chwilę a gdy skończyli powiedział:
-Będą cie obserwować, bądź ostrożny. Aaa i jakby co to jesteśmy zaręczeni kotku.
Zadowolony odszedł w stronę budynku jakby nic się nie stało zostawiając swego partnera samemu.
Osuro, nie do końca rozumiał co tu się dzieje, wyjął z kieszeni papierosa i zapalił, wolnym krokiem skierował się ku uliczce prowadzącej na zaplecze. Cichutko niczym kot wszedł do środka i zaczął szukać śladów. Nie było tam niczego specjalnego, najwyraźniej firma wynajmowała podwykonawców a sama zajmowała się nadzorem. W końcu znalazł się w strefie biurowej gdzie było więcej ludzi. Schował się w łazience i czekał aż ktoś do niej wejdzie. Wciąż pamiętał słowa jego nowego partnera, więc wyjął wakizashi i czekał na dogodny moment. Był gotów zabić jeśli miało pozwolić mu to znaleźć Ekrona. Nagle drzwi się otworzyły i wkroczył jakiś pracownik firmy. Zanim jeszcze zdjął spodnie, leżał na ziemi z poderżniętym gardłem a nad nim stał Osuro wyglądający w stu procentach jak on. Zadowolony z siebie nekoś wyrzucił przez okno ciało(prosto do wielkiego kubła na śmieci), posprzątał krew i skierował się ku wcześniej niedostępnych dla niego pomieszczeń. Nie było tam niczego specjalnego ale jego uwagę przykuła rozmowa telefoniczna elegancko ubranej kobiety.
-Tak ojcze. No przecież mówię, że tak. Na pewno damy radę to zorganizować.
-Tak wiem, że się niecierpliwisz
-Nie nie są silni, to zwykły człowiek i neko. Wiesz niektórych kręcą takie wariactwa.
-Dobrze tato. Pa.
Nie było to zbyt wiele szczegółów ale młody mógł być pewny, że chodziło o nich. Nie wiedział kim był ojciec kobiety ale przeczucie mówiło mu dwie rzeczy: "czas stąd spadać" i "oni mają coś wspólnego z podejrzanym" Nie zwracając na siebie uwagi wrócił do samochodu. Sumi już tam był.
-A więc co wyniuchałeś kotku?
Osuro opowiedział mu wszystko ze szczegółami licząc na to, że partner uzna wieści za pomocne.
-No cóż dobrze się spisałeś. Jutro z rana chce cię widzieć u mnie, zajmiemy się tym ojczulkiem.
Byli razem w pokoju. Sumi obejmował go mocno a ich usta były złączone w pocałunku. Odsunął się od niego i zaczął lubieżnie całować klatkę piersiową swego partnera jednocześnie głośno mrucząc. W końcu poczuł, pchnięcie i wylądował na łóżku, język drugiego zaczął pieścić jego prącie. Liźnięcia, lekkie ssanie, znów Liz, a teraz małe kąśnięcie, do tego masaż jąder. Nigdy nie czół czegoś podobnego. Mruczał głośniej, palce dłoni wplótł we włosy swego seme i lekko poruszał jego głową jednocześnie ogonem lekko dotykał okolice intymne tamtego aby on również czuł przyjemność. W końcu doszedł ale nie był to bynajmniej koniec. Sumi dokładnie wylizał jego prącie czyszcząc je z spermy po czym zaczął masować leżącego teraz na brzuchu Osuro. Ruchy jego dłoni były pewne i mocne, przynosiły ukojenie i relaks jaki był my potrzebny. Najpierw górne partie ciała, potem nogi i w końcu stopy. Mruczenie było już niesamowicie donośne a przyjemności nie było końca w odbycie Nekosia wylądował wibrator który to poruszał się regularnie, do tego delikatne głaskanie jego ogonka jeszcze bardziej podnosiło podniecenie. W końcu, nie mógł się powstrzymać, miauknął głośno i doszedł.
Obudził się, był sam w swoim małym pokoju a jego pościel była mokra od spermy.
Jak to się mogło stać? Czy ten jeden pocałunek tyle zmienił?
Kościół nie był zbyt duży a efekt ten pogłębiał się jeszcze przez tłumy jakie znajdowały się w środku i na zewnątrz. Jak zwykle Ekron siedział na miejscu organisty którego uprzednio zabił i czekał na dogodny moment. Rozbrzmiał marsz weselny, wszyscy umilkli a w stronę ołtarza powolnym krokiem zbliżało się przyszłe małżeństwo. Nienawidził wszystkich tych ludzi, on nie mógł wziąć ślubu, nie mógł nawet uprawiać z kimś sexu (gdy uprawia sex traci kontrole nad mocą i kończy się to śmiercią partnera no i magom nie wolno brać ślubu a jeśli to zrobią zerwą przysięgę składaną podczas nauk i od razu umrą) i oto miał szanse im to odpłacić. Skupił się, przymknął powieki i wyobraził sobię ogromny płomień który trawi tych ludzi. Usłyszał krzyki i piski a do jego nozdrzy doszedł smród palonych ciał i drewna. Napawał się tą chwilą, jego adoptowana córka załatwiała mu wejście na takie imprezy aby mógł czuć tą niewiarygodną radość. Zeskoczył na dół, idąc przez płomienie dobijał niedobitki i nucił z radością marsz weselny. O tak, dla tego momentu mógł oddać wszystko. Otworzył magiczny portal i znalazł się w swym domu.
-Znów to zrobiłeś.
-Owszem i cieszy mnie to.
Len'su powiedział te słowa dość pewnie i z wyraźną wściekłością ale Ekron wiedział, że jego kochanek nie potrafi gniewać się na niego wystarczająco długo by stało się to denerwujące. Spojrzał na niego udając wściekłość i wyciągnął w jego stronę dłoń która zmieniła się w macki, wystrzeliły one w stronę chłopaka i momentalnie oplotły jego ciało, większość z nich po prostu go trzymała ale kilka miało ciekawsze zadanie, wchodziły one pod ubranie delikatnie wędrując po ciele i szukając swego celu, jedna z nich owinęła się wokół penisa, co pozwoliło drugiej pieścić jego żołądź, dwie następne wsuwały się i wysuwały z jego odbytu a jeszcze inne pilnowały aby unosił się w powietrzu tworząc kończynami literę X. Chłopak jęczał głośno czując na sobie ich ohydny śluz i ruchy macek w jego odbycie i tej na penisie. Próbował się wyrwać ale spowodowało to tylko tyle, że ściskały jeszcze mocniej. Ekron podszedł do niego. Jego druga dłoń też się zmieniła ale tych macek użył do biczowania ofiary.
-To za podważanie mojego zdania.
Stwierdził krótko, po czym przeszedł do dalszego zadawania ciosów, które urozmaicił teraz podduszaniem Len'suna. Jęki, płacz i wycie jedynie podniecały go coraz bardziej. Macki mnożyły się oplatając chłopaka jeszcze bardziej. Jedna z nich wzięła pustą butelkę po winie i po prostu roztrzaskała ją, na jego plecach. Sześć z nich wpakowało mu się w odbyt gdzie nie tylko wsuwały się i wysuwały ale również ruszały się w niekonwencjonalne sposoby. Jedna z nich usilnie próbowała wcisnąć się w jego cewkę moczową, dwie masturbowały go a jedna masowała mosznę. Tak pieszczony, nie wytrzymał długo i doszedł na podłogę, dysząc ciężko. Macki znikły, opuszczając go brutalnie na ziemię a arcymag wziął go za włosy i pociągnął do wielkiej sali gdzie rzucił go na stół jadalny i bezceremonialnie zaczął okładać pięściami. W końcu odsunął się od ledwo żywego kochanka.
-Następnym razem pomyśl.
Powiedział i odwrócił się od niego plecami.
-Następnym razem sprawdź czy twój kochanek jest tym za kogo się podaje.
Zaskoczony odwrócił się, na stole leżał wpółżywy nekoś a za nim pojawił się Sumi. Mag próbował zaatakować ale jego moc nie chciała działać. Świsnął miecz i ręce arcymaga spadły na ziemię, trysnęła krew a zaatakowany stracił momentalnie przytomność. Gdy się obudził zauważył, że ktoś opatrzył mu rany.
-Szybko odzyskałeś przytomność.
-Jak to zrobiliście?
-Widzę, że zbędne pierdolenie to nie twoja domena. Spoko, widzisz tego słodkiego pojeba? Jest strasznie upierdliwy i naprawdę mam go dość ale czasem się przydaje, otóż to on wpadł na pomysł aby podmienić twojego kochasia i prostym sposobem użyć jego mocy aby zablokować twoją. Zapamiętaj kontakt fizyczny z tym małym skurwielem nie należy do bezpiecznych.
Ekron nic już nie mówił, spokojnie dał się zaprowadzić do samochodu. Sumi, wrócił do wielkiej sali.
-Ładnie sobie poradziłeś młody.
-Dzięki Sumi.- Wyjęczał cicho Osuro. Jego partner uśmiechnął się wziął go na ręce i spokojnym krokiem oddalił się do samochodu.
Podziękowania dla Laviego który nie wiem jak stworzył mi we łbie pomysł na Sumiego
No i dla Kandy za poprawki i pomoc ogólną.
Mam też prośbę o wyrozumiałość jako, że po raz pierwszy pisałem tentacle ale mam nadzieję, że się spodoba.
Aaa! Jeszcze jedno wielkie podziękowania dla Kandy za ogarnięcie wyglądy bloga i stworzenie nagłówka czy jak tam to się zwie -.-''' Kocham cię Kanda
Sumi, jak zwykle spał do południa, a gdy w końcu wstał i ruszył swą leniwą dupę pod prysznic, było już grubo po trzynastej, nie przejmował się tym, gdyż nie czekała go dziś żadna ważna robota. Nagle, rozdzwonił się jego telefon. Leniwym krokiem, skierował się do niego i odebrał:
-No kurwa, co tak długo!
-Właśnie wstałem...
-Gówno mnie to obchodzi, parszywy leniu! Do katedry w centrum i to zaraz! Sytuacja kryzysowa kod czarny.
O nic już nie pytając zakończył rozmowę, ubrał się najszybciej jak umiał i pobiegł do garażu (oczywiście wziął też miecz.), Już na miejscu zastał niemożliwie dużą ilość ludzi agencji, a gdy wszedł do środka zrozumiał powód. Trupy, były wszędzie ale nie to się liczyło, woń zewu była niezwykle przytłaczająca, a potęga jego posiadacza jeszcze bardziej. Przyjrzał się dokładnie ciałom i stwierdził iż musi być to dzieło elementalisty najprawdopodobniej arcymaga. Wyszedł z budynku i podzielił się swoimi wnioskami z szefem.
-Wiedziałem, że się przydasz. Daje ci tą sprawę oraz pełne uprawnienia, zresztą sam wiesz o co chodzi.
Powiedział a na widok wielkiego uśmiechu Sumiego spochmurniał.
-A właśnie. Gdzieś tu jest twój partner.
Dodał spokojnie i odszedł. Mina mężczyzny od razu zrzedła ale wiedział on, że z tymi na górze nie ma co walczyć, dlatego usiadł przy samochodzie i czekał aż to on zostanie znaleziony.
Znudzony mężczyzna już miał wsiąść do środka, gdy nagle zauważył, że niezbyt pewnym krokiem zbliża się do niego nieznany mu chłopak. Na oko, miał dopiero dwadzieścia lat, a sądząc po nowym mundurze i tym, że go nie znał, właśnie skończył akademię i dołączył do szeregów agencji. Od zwykłych nowych odróżniał go tylko wygląd, nie chodzi tu bynajmniej o jego emo włosy i mnóstwo kolczyków ale raczej o długi czarny koci ogon, kocie uszy i fioletowe kocie oczy. To musi być ten młody, co to mi go przydzielili. Nie zachwycał go pomysł niańczenia tego dzieciaka, ale zbytniego wyboru i tak nie miał.
-Witam Pana od dziś jesteśmy partnerami. Nazywam się Osuro i dopiero zaczynam w tej branży.
-Mów mi Sumi kotku i chuj mnie to obchodzi, masz być po prostu skuteczny.
-Dobrze Sumi-san. Z tego co wiem to nasz cel nazywa się Ekron, specjalizuje się w ślubnych morderstwach, nasi szukają go od roku.
-Co za idioci, powinni od razu przydzielić to mnie, przecież wiedzą, że lubię bawić się ogniem,
powiedział z grymasem wściekłości na twarzy, po czym wsiadł do auta. Młody usiadł obok niego i spytał:
-Gdzie my jedziemy? Na szkoleniu wyraźnie zaznaczali, że po pierwsze trzeba dobrze zbadać miejsce zbrodni.
-Młody nie kłóć się ze mną do cholery. Przydzielili cię do mnie więc nauczę cię co nieco o moich łowach. Po pierwsze musisz się przebrać. Mundur, to najgorsza rzecz w tym fachu. Po drugie, masz moce kota, korzystaj z nich. Po trzecie zawsze mniej przy sobie ulubioną zaufaną broń, mówiąc to wskazał na swój miecz.
Zajechali przed mały domek na przedmieściach.
-To to tu mieszkasz? Idź do środka i zrób to co ci mówiłem. Ja poczekam w wozie.
Zaskoczony Osuro wyszedł z samochodu i poszedł do siebie. Już w środku przebrał się w cywilne ciuchy i wziął z półki małe, poręczne wakizashi. Jego partner nie napawał go zbytnim optymizmem ale wiele słyszał o czarnym deszczu i jego dokonaniach, i w sumie wiele by dał aby móc być kimś takim. Dano mi szanse z której ja skorzystam Pomyślał i wrócił do pojazdu.
-Teraz lepiej?
-Oczywiście kotku. No dobra jedziemy do Selun & Otren.
-Po co?
-Kiedy ty się tam nudziłeś ja sprawdziłem parę informacji i dowiedziałem się, że to właśnie ta firma łączy wszystkie śluby. W sumie nie wiem czemu nikt wcześniej tego nie zauważył.
-Sugeruje pan łapówki?
-Oczywiście chłopcze. Łapówki to nieodzowna część naszej pracy.
Powiedział to tak jakby go to nie ruszało.
W końcu, byli na miejscu. Okolica i wygląd budynku sugerowały, że to raczej zakład pogrzebowy a nie firma organizująca śluby. No cóż, pozory mylą. Kazał młodemu rozejrzeć się po zapleczu a sam wszedł od frontu. Stała tam młoda kobieta która przyglądała mu się uważnie. Nonszalanckim krokiem podszedł do niej.
-W czym mogę panu pomóc?
-Widzi pani to raczej delikatna sprawa. Widziała pani tamtego neko? To mój przyszły mąż. Chcemy mieć najlepszy ślub na jaki nas stać a słyszałem, że wasze usługi mogą nam to dać.
-No cóż dobrze pan trafił moja asystentka weźmie państwa do biura i wszystko z wami omówi.
-Ze mną. Mój partner jest raczej... Nieśmiały i mógłby się speszyć. Poza tym oddał sprawę ślubu w moje ręce. Wyjdę tylko na chwilę i powiem mu, że trochę mnie nie będzie.
Szybkim, sprężystym krokiem opuścił pokój, podszedł do Osuro i pocałował go. Wyraźnie zaskoczony chłopak chciał się odsunąć, lecz Sumi nie pozwolił mu na to, trzymając go w pasie i jednocześnie wchodząc swym językiem w jego usta. Zdziwiło go jak szybko młody oddał mu się i pogrążył w pocałunku. Przysunęli się jeszcze bliżej siebie a ich języki wędrowały po ich ustach "bawiąc się" ze sobą nawzajem. Trwało to dłuższą chwilę a gdy skończyli powiedział:
-Będą cie obserwować, bądź ostrożny. Aaa i jakby co to jesteśmy zaręczeni kotku.
Zadowolony odszedł w stronę budynku jakby nic się nie stało zostawiając swego partnera samemu.
Osuro, nie do końca rozumiał co tu się dzieje, wyjął z kieszeni papierosa i zapalił, wolnym krokiem skierował się ku uliczce prowadzącej na zaplecze. Cichutko niczym kot wszedł do środka i zaczął szukać śladów. Nie było tam niczego specjalnego, najwyraźniej firma wynajmowała podwykonawców a sama zajmowała się nadzorem. W końcu znalazł się w strefie biurowej gdzie było więcej ludzi. Schował się w łazience i czekał aż ktoś do niej wejdzie. Wciąż pamiętał słowa jego nowego partnera, więc wyjął wakizashi i czekał na dogodny moment. Był gotów zabić jeśli miało pozwolić mu to znaleźć Ekrona. Nagle drzwi się otworzyły i wkroczył jakiś pracownik firmy. Zanim jeszcze zdjął spodnie, leżał na ziemi z poderżniętym gardłem a nad nim stał Osuro wyglądający w stu procentach jak on. Zadowolony z siebie nekoś wyrzucił przez okno ciało(prosto do wielkiego kubła na śmieci), posprzątał krew i skierował się ku wcześniej niedostępnych dla niego pomieszczeń. Nie było tam niczego specjalnego ale jego uwagę przykuła rozmowa telefoniczna elegancko ubranej kobiety.
-Tak ojcze. No przecież mówię, że tak. Na pewno damy radę to zorganizować.
-Tak wiem, że się niecierpliwisz
-Nie nie są silni, to zwykły człowiek i neko. Wiesz niektórych kręcą takie wariactwa.
-Dobrze tato. Pa.
Nie było to zbyt wiele szczegółów ale młody mógł być pewny, że chodziło o nich. Nie wiedział kim był ojciec kobiety ale przeczucie mówiło mu dwie rzeczy: "czas stąd spadać" i "oni mają coś wspólnego z podejrzanym" Nie zwracając na siebie uwagi wrócił do samochodu. Sumi już tam był.
-A więc co wyniuchałeś kotku?
Osuro opowiedział mu wszystko ze szczegółami licząc na to, że partner uzna wieści za pomocne.
-No cóż dobrze się spisałeś. Jutro z rana chce cię widzieć u mnie, zajmiemy się tym ojczulkiem.
Byli razem w pokoju. Sumi obejmował go mocno a ich usta były złączone w pocałunku. Odsunął się od niego i zaczął lubieżnie całować klatkę piersiową swego partnera jednocześnie głośno mrucząc. W końcu poczuł, pchnięcie i wylądował na łóżku, język drugiego zaczął pieścić jego prącie. Liźnięcia, lekkie ssanie, znów Liz, a teraz małe kąśnięcie, do tego masaż jąder. Nigdy nie czół czegoś podobnego. Mruczał głośniej, palce dłoni wplótł we włosy swego seme i lekko poruszał jego głową jednocześnie ogonem lekko dotykał okolice intymne tamtego aby on również czuł przyjemność. W końcu doszedł ale nie był to bynajmniej koniec. Sumi dokładnie wylizał jego prącie czyszcząc je z spermy po czym zaczął masować leżącego teraz na brzuchu Osuro. Ruchy jego dłoni były pewne i mocne, przynosiły ukojenie i relaks jaki był my potrzebny. Najpierw górne partie ciała, potem nogi i w końcu stopy. Mruczenie było już niesamowicie donośne a przyjemności nie było końca w odbycie Nekosia wylądował wibrator który to poruszał się regularnie, do tego delikatne głaskanie jego ogonka jeszcze bardziej podnosiło podniecenie. W końcu, nie mógł się powstrzymać, miauknął głośno i doszedł.
Obudził się, był sam w swoim małym pokoju a jego pościel była mokra od spermy.
Jak to się mogło stać? Czy ten jeden pocałunek tyle zmienił?
Kościół nie był zbyt duży a efekt ten pogłębiał się jeszcze przez tłumy jakie znajdowały się w środku i na zewnątrz. Jak zwykle Ekron siedział na miejscu organisty którego uprzednio zabił i czekał na dogodny moment. Rozbrzmiał marsz weselny, wszyscy umilkli a w stronę ołtarza powolnym krokiem zbliżało się przyszłe małżeństwo. Nienawidził wszystkich tych ludzi, on nie mógł wziąć ślubu, nie mógł nawet uprawiać z kimś sexu (gdy uprawia sex traci kontrole nad mocą i kończy się to śmiercią partnera no i magom nie wolno brać ślubu a jeśli to zrobią zerwą przysięgę składaną podczas nauk i od razu umrą) i oto miał szanse im to odpłacić. Skupił się, przymknął powieki i wyobraził sobię ogromny płomień który trawi tych ludzi. Usłyszał krzyki i piski a do jego nozdrzy doszedł smród palonych ciał i drewna. Napawał się tą chwilą, jego adoptowana córka załatwiała mu wejście na takie imprezy aby mógł czuć tą niewiarygodną radość. Zeskoczył na dół, idąc przez płomienie dobijał niedobitki i nucił z radością marsz weselny. O tak, dla tego momentu mógł oddać wszystko. Otworzył magiczny portal i znalazł się w swym domu.
-Znów to zrobiłeś.
-Owszem i cieszy mnie to.
Len'su powiedział te słowa dość pewnie i z wyraźną wściekłością ale Ekron wiedział, że jego kochanek nie potrafi gniewać się na niego wystarczająco długo by stało się to denerwujące. Spojrzał na niego udając wściekłość i wyciągnął w jego stronę dłoń która zmieniła się w macki, wystrzeliły one w stronę chłopaka i momentalnie oplotły jego ciało, większość z nich po prostu go trzymała ale kilka miało ciekawsze zadanie, wchodziły one pod ubranie delikatnie wędrując po ciele i szukając swego celu, jedna z nich owinęła się wokół penisa, co pozwoliło drugiej pieścić jego żołądź, dwie następne wsuwały się i wysuwały z jego odbytu a jeszcze inne pilnowały aby unosił się w powietrzu tworząc kończynami literę X. Chłopak jęczał głośno czując na sobie ich ohydny śluz i ruchy macek w jego odbycie i tej na penisie. Próbował się wyrwać ale spowodowało to tylko tyle, że ściskały jeszcze mocniej. Ekron podszedł do niego. Jego druga dłoń też się zmieniła ale tych macek użył do biczowania ofiary.
-To za podważanie mojego zdania.
Stwierdził krótko, po czym przeszedł do dalszego zadawania ciosów, które urozmaicił teraz podduszaniem Len'suna. Jęki, płacz i wycie jedynie podniecały go coraz bardziej. Macki mnożyły się oplatając chłopaka jeszcze bardziej. Jedna z nich wzięła pustą butelkę po winie i po prostu roztrzaskała ją, na jego plecach. Sześć z nich wpakowało mu się w odbyt gdzie nie tylko wsuwały się i wysuwały ale również ruszały się w niekonwencjonalne sposoby. Jedna z nich usilnie próbowała wcisnąć się w jego cewkę moczową, dwie masturbowały go a jedna masowała mosznę. Tak pieszczony, nie wytrzymał długo i doszedł na podłogę, dysząc ciężko. Macki znikły, opuszczając go brutalnie na ziemię a arcymag wziął go za włosy i pociągnął do wielkiej sali gdzie rzucił go na stół jadalny i bezceremonialnie zaczął okładać pięściami. W końcu odsunął się od ledwo żywego kochanka.
-Następnym razem pomyśl.
Powiedział i odwrócił się od niego plecami.
-Następnym razem sprawdź czy twój kochanek jest tym za kogo się podaje.
Zaskoczony odwrócił się, na stole leżał wpółżywy nekoś a za nim pojawił się Sumi. Mag próbował zaatakować ale jego moc nie chciała działać. Świsnął miecz i ręce arcymaga spadły na ziemię, trysnęła krew a zaatakowany stracił momentalnie przytomność. Gdy się obudził zauważył, że ktoś opatrzył mu rany.
-Szybko odzyskałeś przytomność.
-Jak to zrobiliście?
-Widzę, że zbędne pierdolenie to nie twoja domena. Spoko, widzisz tego słodkiego pojeba? Jest strasznie upierdliwy i naprawdę mam go dość ale czasem się przydaje, otóż to on wpadł na pomysł aby podmienić twojego kochasia i prostym sposobem użyć jego mocy aby zablokować twoją. Zapamiętaj kontakt fizyczny z tym małym skurwielem nie należy do bezpiecznych.
Ekron nic już nie mówił, spokojnie dał się zaprowadzić do samochodu. Sumi, wrócił do wielkiej sali.
-Ładnie sobie poradziłeś młody.
-Dzięki Sumi.- Wyjęczał cicho Osuro. Jego partner uśmiechnął się wziął go na ręce i spokojnym krokiem oddalił się do samochodu.
sobota, 4 sierpnia 2012
Wampirze łowy
Dla Lemo i Okami <3 Yu je kocha bardzo i taki prezent dla nich ma =^w^='''
No i wielkie podziękowania dla Haru za poprawki <3
Sumi wszedł do pokoju spokojnym krokiem. Nie było w nim zbyt wiele miejsca, a z racji porozrzucanych wszędzie ciał było jeszcze gorzej. On jednak nie zwracał uwagi na to wszystko; dla niego ważnym było wypicie porannej kawy - dopiero wtedy będzie mógł normalnie myśleć i ogarnąć sprawę przez którą wyciągnęli go z łóżka o 4 nad ranem. Popijając czarny, nieco gorzkawy płyn, który dostał w jednorazowym kubku od jakiejś nieznanej mu policjantki przyglądał się wszystkiemu. Miejsce zbrodni wielu przyprawiłoby o zawrót głowy i atak torsji, ale dla niego nie było to niczym zbytnio zaskakującym - kolejny niezwykle agresywny wampir grasował w okolicy i wyglądało na to, że nie panował on nad swoimi mocami oraz głodem krwi i zabijania. Ziewnął, nie przejmując się krytycznym wzrokiem przełożonego i wyszedł z pomieszczenia.
-Nie masz zamiaru lepiej się temu przyjrzeć?
Spytał Ekero. Jak zwykle jego szef był poważny i chciał aby wszystko działo się według wyznaczonych zasad, choć dobrze wiedział iż nie zawsze jest to właściwe dla sytuacji, oraz że często nie przynosi efektu. Właśnie po to miał go, agenta specjalnego zwanego Czarnym Deszczem. Zwykle agencja wolała radzić sobie bez korzystania z jego usług, ale najwyraźniej dziś ich to przerosło.
-No dobra. Koniec zbędnego pierdolenia, mów ile czasu na niego polujecie i jaką ma rangę.
-To wampir dziesiątej klasy, ale nie panuje nad swoją mocą.
-Kurwa. Tacy są najgorsi.
Splunął pod nogi, skierował się w stronę swego samochodu, rozmyślając jak by tu zabić tak potężny cel. "Ja pierdole, znając ich, znów wpakują mnie w wielkie gówno, które będę zmuszony sprzątać" myślał z "wielkim" entuzjazmem.
Pierwszym co zrobił po wejściu do domu był szybki prysznic - nie znosił cuchnąć tym policyjnym ścierwem, które przyciągało uwagę nawet największego idioty. Po tym jak się przebrał założył na plecy pochwę ze swoim sławnym mieczem, od którego wziął się jego przydomek. "Zaczynamy łowy." Pomyślał gdy wyszedł z domu i skierował się do baru znajdującego się niedaleko miejsca zbrodni. Nie był to wytrawny lokal, ale zwykła spelunka do której miejscowi chadzali się upić i czasem pooglądać mecz. Młody barman za ladą posłał mu uśmiech gdy ten wszedł do środka, a gdy Sumi był już niedaleko zagadnął:
-Witam pana, w czym mogę pomóc?
-Był tu ostatnio ktoś, kto mógłby należeć do "innych"?
Spytał ściszając głos do szeptu.
-Widzę, że jest pan z tych ciekawskich. To szemrana okolica więc tak kręci się ich tu wielu, ale sądzę, że ma pan na myśli jakiś dokładny "egzemplarz" oraz, że nie należy on do tej dobrej części tej grupy.
-Jakiś ty kurwa inteligent, normalnie trafiłem na detektywa od siedmiu boleści.
Skwitował jego słowa po czym dodał:
-Nie pierdoląc dłużej o tym jakim idiotą jesteś, mów mi czy widziałeś ty jakiegoś wampira?
-Ta informacja nie będzie raczej tania...
-Chyba się przesłyszałem skurwysynu.
Powiedział łapiąc barmana za gardło i ściskając.
-D-d-dobrze, już dobrze. Widziałem trzech - jeden z nich jest teraz w black roomie, zawsze płaci więcej i zabija dziwki.
-Tak lepiej, dasz mi teraz całą wiedzę jaką posiadasz o nich, a ja oszczędzę cie, a może i wynagrodzę.
Pokój był obszerny oraz dobrze wyposażony, do celów w jakich znudzony klient tu przychodził. Wszędzie leżały martwe dziwki, a na wielkim łożu z baldachimem leżał w wygodnej pozie dorosły mężczyzna, z wyglądu dwudziestopięcioletni. Był to blondyn o niezwykle długich włosach, splecionych w malutkie warkoczyki oraz zielonych niczym trawa oczach. Reszta jego ciała nie wyróżniała się niczym, choć co niektórzy stwierdziliby, że przydało by mu się trochę poćwiczyć. Nagle do pokoju wszedł Sumi.
-Uuu widzę, że tym razem naprawdę się postarali.
Stwierdził z radością po czym podniósł się powoli z łóżka. Na pierwszy rzut oka Czarny Deszcz wiedział już, że to nie tego wampira poszukiwał. Mógł odejść, ale już dawno nie zaznał tej przyjemności jaką był sex. Z zadowoleniem zdjął górną część garderoby i położył się obok nieznajomego, który nie tracąc czasu od razu przeszedł do rzeczy i zaczął go całować po klatce piersiowej, schodząc coraz niżej. Zaskoczony tym, że jego partner chce być dawcą oddał się z zadowoleniem pieszczotom, a gdy poczuł na swym gotowym do czynów prąciu jego język, zamruczał cichutko. Blondyn wyraźnie wiedział co robi, bo jego ruchy były bardzo pewne. Zaczął od lizania trzonu po czym powolnymi ruchami języka przeszedł do żołędzia, którego zaczął lekko ssać, lizać i podgryzać. Po dłuższym czasie zdecydował się również na lizanie jąder. W końcu Sumi doszedł w jego ustach. Niezwykle podniecony nie mógł już się powstrzymać. Wstał i brutalnym ruchem odwrócił od siebie wampira po czym wszedł w niego. Najpierw ruchy były powolne i delikatne, ale to szybko mu się znudziło więc zwiększył tempo, ciesząc się jękami tego drugiego. Nie był to może najlepszy sex jego życia ale był z niego zadowolony; w końcu doszedł w nim jednocześnie wgryzł się w szyje blondyna. Znudzony normalnością tego co tu się działo przeszedł do jego ulubionej formy seksualnej czyli ferratio. Z wielkim zadowoleniem poruszał głową nieznajomego tak aby pieściła mu prącie. Dodatkowo mógł patrzeć na twarz upokorzonego partnera, co niezwykle mu się podobało. W oczach tego drugiego zebrały się łzy i widać było, że od czasu do czasu się dławi, ale dawał radę więc Sumi nie przejmował się i nadal ruszał posuwiście jego głową. Gdy już doszedł po raz drugi i wyszedł, szybkim ruchem skręcił mu kark i po uprzednim ubraniu się wyszedł.
Alidor stał na środku swojej wielkiej sypialni. Wspomnienia poprzedniej nocy nie dawały mu spokoju. Pamiętał ten szał, nieustanną potrzebę zabijania, głód krwi który to przejął nad nim kontrolę. Było to najstraszniejsze uczucie jakie kiedykolwiek czuł, ale w porównaniu z przyjemnością jaką dała mu "uczta" było niczym wielkim. Nie mógł spać więc postanowił się choć trochę rozluźnić, bawiąc się z paroma niewolnikami. Zaczął od swojego ulubionego zajęcia - kazał przywiązać jedną z ofiar do specjalnego stołu, który wyciągał kończyny w cztery różne strony co po jakimś czasie powodowało ich wyrwanie. Wsłuchiwał w niewiarygodne krzyki roznoszące się teraz w sali i zwielokrotniane przez echo podszedł do drugiego mężczyzny i bezceremonialnie rozpoczął zabawę którą nazywał voodu, polegała ona na tym, że mężczyzna przed nim był jego lalką, a on wbijał w nią długie igły, (czasem dla dodatkowej frajdy rozgrzewał je ale dziś miał nastrój na standardowa wersję). Właśnie dla tego po chwili przygotowań w mięśnie niewolnika wbiła się długa igła, a po niej następne - wrzeszczał niemiłosiernie, a Alidor robił swoje wbijając mu ostatnią igłę w penisa przez cewkę moczową. Właśnie w tym momencie pierwsza ofiara straciła kończyny i wrzaski obu umierających śpiewały w uszach wampira. Zadowolony z synchronizacji i ze sprawiania bólu poszedł po następną parę, która skończył dość szybko pod razami jego kija do baseballa, który to miał na właśnie takie okazje. Cieszyły go jęki i konwulsyjne drgawki umierających, ale jakoś nie był jeszcze totalnie spełniony. Udał się do zupełnie innej części domu, gdzie na łóżku leżał już przysłany mu sługa od zabawiania go seksualnie. Ku jego zdziwieniu był już gotowy do "użycia". Usiadł wygodnie w fotelu i popijał przygotowane wino, a chłopak rozpoczął fellatio, robił to dość sprawnie, ale Alidora denerwowało to, że jego wyraz twarzy był zupełnie pusty i bez uczuciowy. "Zmienię to" Pomyślał i gdy miał już dojść zamiast kazać partnerowi połknąć spermę , chwycił go za włosy i mocno szarpnął. Wywołało to grymas bólu i lekki jęk a przynajmniej to dostrzegł, za nim twarz sługi nie została "ochrzczona" spermą. "Udało się" Nie czekał, tylko od razu wsadził dwa palce w tyłek drugiego. Usłyszał głośny jęk więc rozpoczął posuwiste ruchy urozmaicane czasem ruchami kolistymi, góra dół i tzw, nożyczkami. Niezwykle podniecały go piski i jęki sługi, który zależnie od ruchu zachowywał się zupełnie inaczej. Nie wytrzymał, wszedł w chłopaka, aż po jądra co było dość trudne zważając na to jak się spinał. Mięśnie zaciskały się na jego prąciu a on ruszał nim nie zważając na nic i delektując się tą chwilą. Już miał dojść gdy usłyszał niepokojący odgłos, wyszedł z partnera przy okazji dochodząc mu na plecy i przyjął postawę gotowości do walki.
W tym samym czasie Sumi podszedł pod wielki budynek w bogatej części miasta. Wszędzie tu była straż, kamery itp. Nie dziwiło go to gdyż w tej dzielnicy było to normą. Pociągnął nosem i poczuł mocną woń zewu (zew to woń wydawana przez "innych", każdy jest inny i jeśli ma się odpowiednie umiejętności to można go ukryć.). "Ten idiota w ogóle się nie kryje. Każdy mógłby go znaleźć, a co dopiero ja." Pomyślał i spojrzał raz jeszcze na wille. "Trzeba to zrobić w ciężki sposób. W końcu dlatego jestem jednym z najlepszych, nie trzymam się reguł agencji. Wyjął miecz i jednym skokiem przeskoczył ogrodzenie lądując obok strażnika, któremu bez większych ceregieli odciął głowę. Wziął jego karabin i udał się do budynku, gdzie rozpętało się prawdziwe piekło. Ktoś musiał go widzieć bo czekali tam na niego odpowiednio przygotowani i zabarykadowani strażnicy. Znów pociągnął nosem. "Wszyscy są tam w jednym miejscu. "Przynajmniej będę miał już z głowy siekaninę" Jednym kopnięciem wyrwał drzwi z zawiasów, wpadł do środka i zaczął zabijać. Po dziesięciu minutach było po wszystkim, a Sumi z dumą zauważył, że nikt go nie trafił. Spokojnym krokiem kierując się zewem szedł w stronę celu. W końcu stanął przed pokojem w którym był cel, wbiegł do środka. Niestety ten drugi był gotowy i rzucił się na niego, gdy ten przekroczył tylko próg. Ku zdziwieniu Sumiego wróg dorównywał mu w walce. Atakowali i blokowali ich ruchy dla normalnych były niezwykle szybkie, ale dla nich były normą. Jak zwykle w takich sytuacjach czarny deszcz przedłużał walkę, analizując styl przeciwnika - w tym przypadku był to styl siłowy, stawiający na pojedynczą potężną technikę. Udało mu się też wypatrzeć lukę w obronie, był tylko jeden problem -musiał dać się uderzyć. Decyzja została podjęta natychmiastowo - Alidor uderzył go prosto w twarz, a on uderzył w strefę pod pachwiną łamiąc żebra przeciwnika. Gdy ten padł na ziemię, Sumi spojrzał na dziwka w rogu pokoju i jednym ruchem zabił go rzucając mu prosto w serce ukryty nóż. Ciało podejrzanego wziął na ramię i opuścił z uśmiechem sale. Jedynym problemem był złamany nos, ale przy jego regeneracji nie musiał się zbytnio przejmować.
-Co to było do kurwy nędzy ja się pytam?! Na pewno nie musiałeś zabić wszystkich!
-Szefie złapałem go!
-Nie pierdol mi tu i weź w końcu odpowiedzialność za swoje czyny!
-Ale...
-Żadnych ale Sumi!
Byli w biurze Ekero a oprócz nich było tam trzech ludzi, którzy przerażeni wściekłością szefa właśnie wychodzili.
-Iiiii... No dobra już wyszli. Wiesz, że nie popieram twoich metod, ale odwaliłeś kawał dobrej roboty. Nie zmienia to jednak faktu, że ja tu rządze i inni mają to wiedzieć.
-Dobrze szefie.
-Aaa i jeszcze jedno. Wyżej postawieni postanowili przydzielić ci partnera.
Zaskoczony Sumi wyszedł z biura. Nie wiedział co ma o tym myśleć
Jeśli podobało się wam i chcecie więcej Sumiego to piszcie. Yu lubi tego skurwiela więc chętnie coś napisze ^^
No i wielkie podziękowania dla Haru za poprawki <3
Sumi wszedł do pokoju spokojnym krokiem. Nie było w nim zbyt wiele miejsca, a z racji porozrzucanych wszędzie ciał było jeszcze gorzej. On jednak nie zwracał uwagi na to wszystko; dla niego ważnym było wypicie porannej kawy - dopiero wtedy będzie mógł normalnie myśleć i ogarnąć sprawę przez którą wyciągnęli go z łóżka o 4 nad ranem. Popijając czarny, nieco gorzkawy płyn, który dostał w jednorazowym kubku od jakiejś nieznanej mu policjantki przyglądał się wszystkiemu. Miejsce zbrodni wielu przyprawiłoby o zawrót głowy i atak torsji, ale dla niego nie było to niczym zbytnio zaskakującym - kolejny niezwykle agresywny wampir grasował w okolicy i wyglądało na to, że nie panował on nad swoimi mocami oraz głodem krwi i zabijania. Ziewnął, nie przejmując się krytycznym wzrokiem przełożonego i wyszedł z pomieszczenia.
-Nie masz zamiaru lepiej się temu przyjrzeć?
Spytał Ekero. Jak zwykle jego szef był poważny i chciał aby wszystko działo się według wyznaczonych zasad, choć dobrze wiedział iż nie zawsze jest to właściwe dla sytuacji, oraz że często nie przynosi efektu. Właśnie po to miał go, agenta specjalnego zwanego Czarnym Deszczem. Zwykle agencja wolała radzić sobie bez korzystania z jego usług, ale najwyraźniej dziś ich to przerosło.
-No dobra. Koniec zbędnego pierdolenia, mów ile czasu na niego polujecie i jaką ma rangę.
-To wampir dziesiątej klasy, ale nie panuje nad swoją mocą.
-Kurwa. Tacy są najgorsi.
Splunął pod nogi, skierował się w stronę swego samochodu, rozmyślając jak by tu zabić tak potężny cel. "Ja pierdole, znając ich, znów wpakują mnie w wielkie gówno, które będę zmuszony sprzątać" myślał z "wielkim" entuzjazmem.
Pierwszym co zrobił po wejściu do domu był szybki prysznic - nie znosił cuchnąć tym policyjnym ścierwem, które przyciągało uwagę nawet największego idioty. Po tym jak się przebrał założył na plecy pochwę ze swoim sławnym mieczem, od którego wziął się jego przydomek. "Zaczynamy łowy." Pomyślał gdy wyszedł z domu i skierował się do baru znajdującego się niedaleko miejsca zbrodni. Nie był to wytrawny lokal, ale zwykła spelunka do której miejscowi chadzali się upić i czasem pooglądać mecz. Młody barman za ladą posłał mu uśmiech gdy ten wszedł do środka, a gdy Sumi był już niedaleko zagadnął:
-Witam pana, w czym mogę pomóc?
-Był tu ostatnio ktoś, kto mógłby należeć do "innych"?
Spytał ściszając głos do szeptu.
-Widzę, że jest pan z tych ciekawskich. To szemrana okolica więc tak kręci się ich tu wielu, ale sądzę, że ma pan na myśli jakiś dokładny "egzemplarz" oraz, że nie należy on do tej dobrej części tej grupy.
-Jakiś ty kurwa inteligent, normalnie trafiłem na detektywa od siedmiu boleści.
Skwitował jego słowa po czym dodał:
-Nie pierdoląc dłużej o tym jakim idiotą jesteś, mów mi czy widziałeś ty jakiegoś wampira?
-Ta informacja nie będzie raczej tania...
-Chyba się przesłyszałem skurwysynu.
Powiedział łapiąc barmana za gardło i ściskając.
-D-d-dobrze, już dobrze. Widziałem trzech - jeden z nich jest teraz w black roomie, zawsze płaci więcej i zabija dziwki.
-Tak lepiej, dasz mi teraz całą wiedzę jaką posiadasz o nich, a ja oszczędzę cie, a może i wynagrodzę.
Pokój był obszerny oraz dobrze wyposażony, do celów w jakich znudzony klient tu przychodził. Wszędzie leżały martwe dziwki, a na wielkim łożu z baldachimem leżał w wygodnej pozie dorosły mężczyzna, z wyglądu dwudziestopięcioletni. Był to blondyn o niezwykle długich włosach, splecionych w malutkie warkoczyki oraz zielonych niczym trawa oczach. Reszta jego ciała nie wyróżniała się niczym, choć co niektórzy stwierdziliby, że przydało by mu się trochę poćwiczyć. Nagle do pokoju wszedł Sumi.
-Uuu widzę, że tym razem naprawdę się postarali.
Stwierdził z radością po czym podniósł się powoli z łóżka. Na pierwszy rzut oka Czarny Deszcz wiedział już, że to nie tego wampira poszukiwał. Mógł odejść, ale już dawno nie zaznał tej przyjemności jaką był sex. Z zadowoleniem zdjął górną część garderoby i położył się obok nieznajomego, który nie tracąc czasu od razu przeszedł do rzeczy i zaczął go całować po klatce piersiowej, schodząc coraz niżej. Zaskoczony tym, że jego partner chce być dawcą oddał się z zadowoleniem pieszczotom, a gdy poczuł na swym gotowym do czynów prąciu jego język, zamruczał cichutko. Blondyn wyraźnie wiedział co robi, bo jego ruchy były bardzo pewne. Zaczął od lizania trzonu po czym powolnymi ruchami języka przeszedł do żołędzia, którego zaczął lekko ssać, lizać i podgryzać. Po dłuższym czasie zdecydował się również na lizanie jąder. W końcu Sumi doszedł w jego ustach. Niezwykle podniecony nie mógł już się powstrzymać. Wstał i brutalnym ruchem odwrócił od siebie wampira po czym wszedł w niego. Najpierw ruchy były powolne i delikatne, ale to szybko mu się znudziło więc zwiększył tempo, ciesząc się jękami tego drugiego. Nie był to może najlepszy sex jego życia ale był z niego zadowolony; w końcu doszedł w nim jednocześnie wgryzł się w szyje blondyna. Znudzony normalnością tego co tu się działo przeszedł do jego ulubionej formy seksualnej czyli ferratio. Z wielkim zadowoleniem poruszał głową nieznajomego tak aby pieściła mu prącie. Dodatkowo mógł patrzeć na twarz upokorzonego partnera, co niezwykle mu się podobało. W oczach tego drugiego zebrały się łzy i widać było, że od czasu do czasu się dławi, ale dawał radę więc Sumi nie przejmował się i nadal ruszał posuwiście jego głową. Gdy już doszedł po raz drugi i wyszedł, szybkim ruchem skręcił mu kark i po uprzednim ubraniu się wyszedł.
Alidor stał na środku swojej wielkiej sypialni. Wspomnienia poprzedniej nocy nie dawały mu spokoju. Pamiętał ten szał, nieustanną potrzebę zabijania, głód krwi który to przejął nad nim kontrolę. Było to najstraszniejsze uczucie jakie kiedykolwiek czuł, ale w porównaniu z przyjemnością jaką dała mu "uczta" było niczym wielkim. Nie mógł spać więc postanowił się choć trochę rozluźnić, bawiąc się z paroma niewolnikami. Zaczął od swojego ulubionego zajęcia - kazał przywiązać jedną z ofiar do specjalnego stołu, który wyciągał kończyny w cztery różne strony co po jakimś czasie powodowało ich wyrwanie. Wsłuchiwał w niewiarygodne krzyki roznoszące się teraz w sali i zwielokrotniane przez echo podszedł do drugiego mężczyzny i bezceremonialnie rozpoczął zabawę którą nazywał voodu, polegała ona na tym, że mężczyzna przed nim był jego lalką, a on wbijał w nią długie igły, (czasem dla dodatkowej frajdy rozgrzewał je ale dziś miał nastrój na standardowa wersję). Właśnie dla tego po chwili przygotowań w mięśnie niewolnika wbiła się długa igła, a po niej następne - wrzeszczał niemiłosiernie, a Alidor robił swoje wbijając mu ostatnią igłę w penisa przez cewkę moczową. Właśnie w tym momencie pierwsza ofiara straciła kończyny i wrzaski obu umierających śpiewały w uszach wampira. Zadowolony z synchronizacji i ze sprawiania bólu poszedł po następną parę, która skończył dość szybko pod razami jego kija do baseballa, który to miał na właśnie takie okazje. Cieszyły go jęki i konwulsyjne drgawki umierających, ale jakoś nie był jeszcze totalnie spełniony. Udał się do zupełnie innej części domu, gdzie na łóżku leżał już przysłany mu sługa od zabawiania go seksualnie. Ku jego zdziwieniu był już gotowy do "użycia". Usiadł wygodnie w fotelu i popijał przygotowane wino, a chłopak rozpoczął fellatio, robił to dość sprawnie, ale Alidora denerwowało to, że jego wyraz twarzy był zupełnie pusty i bez uczuciowy. "Zmienię to" Pomyślał i gdy miał już dojść zamiast kazać partnerowi połknąć spermę , chwycił go za włosy i mocno szarpnął. Wywołało to grymas bólu i lekki jęk a przynajmniej to dostrzegł, za nim twarz sługi nie została "ochrzczona" spermą. "Udało się" Nie czekał, tylko od razu wsadził dwa palce w tyłek drugiego. Usłyszał głośny jęk więc rozpoczął posuwiste ruchy urozmaicane czasem ruchami kolistymi, góra dół i tzw, nożyczkami. Niezwykle podniecały go piski i jęki sługi, który zależnie od ruchu zachowywał się zupełnie inaczej. Nie wytrzymał, wszedł w chłopaka, aż po jądra co było dość trudne zważając na to jak się spinał. Mięśnie zaciskały się na jego prąciu a on ruszał nim nie zważając na nic i delektując się tą chwilą. Już miał dojść gdy usłyszał niepokojący odgłos, wyszedł z partnera przy okazji dochodząc mu na plecy i przyjął postawę gotowości do walki.
W tym samym czasie Sumi podszedł pod wielki budynek w bogatej części miasta. Wszędzie tu była straż, kamery itp. Nie dziwiło go to gdyż w tej dzielnicy było to normą. Pociągnął nosem i poczuł mocną woń zewu (zew to woń wydawana przez "innych", każdy jest inny i jeśli ma się odpowiednie umiejętności to można go ukryć.). "Ten idiota w ogóle się nie kryje. Każdy mógłby go znaleźć, a co dopiero ja." Pomyślał i spojrzał raz jeszcze na wille. "Trzeba to zrobić w ciężki sposób. W końcu dlatego jestem jednym z najlepszych, nie trzymam się reguł agencji. Wyjął miecz i jednym skokiem przeskoczył ogrodzenie lądując obok strażnika, któremu bez większych ceregieli odciął głowę. Wziął jego karabin i udał się do budynku, gdzie rozpętało się prawdziwe piekło. Ktoś musiał go widzieć bo czekali tam na niego odpowiednio przygotowani i zabarykadowani strażnicy. Znów pociągnął nosem. "Wszyscy są tam w jednym miejscu. "Przynajmniej będę miał już z głowy siekaninę" Jednym kopnięciem wyrwał drzwi z zawiasów, wpadł do środka i zaczął zabijać. Po dziesięciu minutach było po wszystkim, a Sumi z dumą zauważył, że nikt go nie trafił. Spokojnym krokiem kierując się zewem szedł w stronę celu. W końcu stanął przed pokojem w którym był cel, wbiegł do środka. Niestety ten drugi był gotowy i rzucił się na niego, gdy ten przekroczył tylko próg. Ku zdziwieniu Sumiego wróg dorównywał mu w walce. Atakowali i blokowali ich ruchy dla normalnych były niezwykle szybkie, ale dla nich były normą. Jak zwykle w takich sytuacjach czarny deszcz przedłużał walkę, analizując styl przeciwnika - w tym przypadku był to styl siłowy, stawiający na pojedynczą potężną technikę. Udało mu się też wypatrzeć lukę w obronie, był tylko jeden problem -musiał dać się uderzyć. Decyzja została podjęta natychmiastowo - Alidor uderzył go prosto w twarz, a on uderzył w strefę pod pachwiną łamiąc żebra przeciwnika. Gdy ten padł na ziemię, Sumi spojrzał na dziwka w rogu pokoju i jednym ruchem zabił go rzucając mu prosto w serce ukryty nóż. Ciało podejrzanego wziął na ramię i opuścił z uśmiechem sale. Jedynym problemem był złamany nos, ale przy jego regeneracji nie musiał się zbytnio przejmować.
-Co to było do kurwy nędzy ja się pytam?! Na pewno nie musiałeś zabić wszystkich!
-Szefie złapałem go!
-Nie pierdol mi tu i weź w końcu odpowiedzialność za swoje czyny!
-Ale...
-Żadnych ale Sumi!
Byli w biurze Ekero a oprócz nich było tam trzech ludzi, którzy przerażeni wściekłością szefa właśnie wychodzili.
-Iiiii... No dobra już wyszli. Wiesz, że nie popieram twoich metod, ale odwaliłeś kawał dobrej roboty. Nie zmienia to jednak faktu, że ja tu rządze i inni mają to wiedzieć.
-Dobrze szefie.
-Aaa i jeszcze jedno. Wyżej postawieni postanowili przydzielić ci partnera.
Zaskoczony Sumi wyszedł z biura. Nie wiedział co ma o tym myśleć
Jeśli podobało się wam i chcecie więcej Sumiego to piszcie. Yu lubi tego skurwiela więc chętnie coś napisze ^^
poniedziałek, 30 lipca 2012
One Shot
Pisane dla Kandy-san i BB późno w nocy.
Yokusome szedł spokojnie, przez zatłoczone miasto, był jednym z milionów istot przetaczających się przez te ulice i jakoś nikogo nie dziwiły trzy pary skrzydeł oznajmujące jego przynależność do serafinów. Tutejsi, mieli w głowie tylko swoje własne interesy i dopóki nie był z nimi związany, nie interesowało ich dokąd zmierza. Mężczyzna ten, wyróżniał się nie tylko tym, do którego anielskiego chóru należał. Pióra jego skrzydeł były czarne, co sugerował, że należał do upadłych tezę te potwierdzał również ubiór. Długi czarny płaszcz z opuszczonym kapturem, który skutecznie uniemożliwiał zobaczenie co nosi on pod spodem, długie fioletowe włosy z nielicznymi czerwonymi pasemkami, trupio blada cera no i oczy bez białek o białej barwie i źrenicach niczym u kota. U pasa wisiało mu parę sakiewek, które najprawdopodobniej wypełniały pieniądze, sądząc po miłym dla ucha odgłosie szczękania. W końcu dotarł do murów okalających "dzielnice panów". Przy bramie stało sześciu strażników, którzy czujnie przyglądali się wchodzącym do środka osobom i sporadycznie przeszukiwali lub wypytywali gości. Gdy ich wzrok padł na nieznajomego zadrżeli ze strachu, jeden z nich stracił przytomność, a jego kompan popuścił w gacie. Kapitan straży niemrawym krokiem podszedł, ukłonił się i powiedział: - W jakim celu przybywa pan do tej części miasta? - Mam zaproszenie od Lorda Olenara. Odpowiedział swoim cichym i zachrypniętym głosem, zauważając z zadowoleniem przestrach kapitana. Ten nic nie powiedział tylko zszedł mu z drogi. Nie zwlekał więc i ruszył w dalszą drogę, nie lubił gdy ktoś musiał na niego czekać. Wielka sala balowa, była wypełniona po brzegi. Ludzie jedli, pili, tańczyli i flirtowali ze sobą. Jak zwykle to się działo, na balach u Olenara, każdy musiał założyć maskę, co zapewniało względną anonimowość i możliwość bezpiecznego skoku w bok, bez narażania się na niebezpieczeństwo szkodliwych plotek. Lord siedział w swojej loży na wygodnym fotelu obserwując to wszystko z wysoka. Nie podobało mu się to, nie znosił być w jednym pomieszczeniu z tyloma ludźmi, właśnie w takich momentach jego głód krwi był największy, ale właśnie te bale dawały mu okazje na zdobycie nowych ofiar do jego "zabaw". Młody wampir podniósł się ze swego fotela i powolnym krokiem zszedł do swych gości. Ludzie rozstępowali się przed nim, pozdrawiając go i kłaniając mu się. Podobało mu się, że ci ludzie znają swoje miejsce, z resztą zrobił wszystko aby im to przypomnieć, nawet swym strojem dawał ludziom pokaz. Na te okazję założył długą ciemnozieloną szatę, oraz pomalował paznokcie na ten sam kolor, dość mocno kontrastowało to z jego bladą cera i czerwonymi oczami ale na tym właśnie mu zależało. Na jego krótkie blond włosy z grzywką zasłaniającą jedno oko, służące założyły wianek z czarnych róż. W jego spiczastych uszach tkwiły liczne kolczyki. Tak wystrojony, zaledwie 16-sto letni lord kroczył dumnie przez sale szukając potencjalnych ofiar. 30 minut później, miał już dość sporą grupę na oku, już miał przestać szukać, gdy nagle jego wzrok padł na upadłego serafina, który to szedł ku "pokojom rozkoszy" z jakimś przystojnym mężczyzną. Chłopak od razu wyczuł potęgę tego jegomościa i zapragnął go mieć. Niestety był jeden problem, najprawdopodobniej należał on do wysoko postawionych, więc nie mógł tak po prostu wziąć go do lochów. Tym razem musiał jakoś sprawić aby cel sam do niego przyszedł. Znudzony, wszedł do pokoju wraz z nieznajomym. Oboje mieli na sobie kocie maski ale sądząc po wzroście, ubiorze i uszach jego nowego znajomego był to elf z wysoką pozycją. Nie był to inny serafin, no ale cóż "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma" pomyślał i pewnym ruchem przyciągnął do siebie partnera, trzymając go jedną ręką w pasie, a drugą miętosząc jego pośladki. Nic nie mówili, w zaskakującej ciszy przeszli na łóżko, przy okazji zdejmując niepotrzebne ubrania. Z zadowoleniem zauważył, że nieznajomy prezentuje się całkiem przyzwoicie i, że jego prącie jest już gotowe do zabawy. Po standardowych macankach, serafin wstał przez co jego penis, był teraz na wysokości ust drugiego co ten od razu zrozumiał i zaczął lizać i ssać. Zadowolony z Fellatio, mruczał cicho, czekając na orgazm w chwili wytrysku przytrzymał elfowi głowę zmuszając go do połknięcia jego spermy o dziwo, mężczyzna nie wyrywał się on a nawet po wszystkim wylizał wszystko dokładnie oraz zapunktował u Yokusome wylizaniem jego jąder. Nie mogąc już wytrzymać upadły odwrócił nieznajomego na brzuch i delikatnym ruchem wsadził mu w tyłek 2 palce. Gdy już mięśnie zacisnęły się na nich, zaczął nimi poruszać posuwiście pamiętając o tym aby od czasu do czasu zmienić ruchy na np.kołowe albo tzw. nożyce gdy widział już, że partner jest bliski orgazmu wyjął je i zastąpił własnym penisem. Obydwoje poruszali biodrami aby zwiększyć intensywność doznawanej rozkoszy. Jęki elfa mieszały się z głośnym mruczeniem serafina aż w końcu oboje doszli w tym samym momencie. Podobało mu się, jednak wyszedł z partnera i głośno powiedział: -Naprawdę mi się podobało. Szkoda, że musisz umrzeć. Jego ofiara, nie zdążyła nawet zareagować jego ręka złapał go za kark i rzucił nim przez cały pokój po czym upadły, zaczął kopać go i okładać pięściami, do momentu gdy ciało zmieniło się w krwawą masę na którą z zadowoleniem spuścił się. Ubrał się i trochę ochłonął. wyszedł na korytarz i kazał stojącemu tam służącemu posprzątać po nim, a sam skierował się w stronę wielkiej sali aby się czegoś napić. Obudził się w mrocznej celi w której straszliwie śmierdziało. Ostatnim czym pamietał było zamówienie wina i konsumpcja owego. "Ktoś musiał mnie otruć", pomyślał zaskoczony i zaczął rozmyślać, o tym jaki ktoś mógłby mieć w tym cel. Jedyną osobą, która przyszła mu na myśl Olenar, gdyż jako jedyny był na tyle potężny aby móc z nim zadrzeć. Wściekły już miał wydostać się z celi i rozpocząć poszukiwania oprawcy gdy nagle usłyszał kroki. Do celi wszedł strażnik, mężczyzna zabrał go do jakiejś większej sali po czym przykuł do kajdan wiszących na jednej ze ścian. W środku było juz dużo ludzi oraz sam gospodarz balu. Wszyscy oprócz niego i jednej młodej dziewczyny byli związani lub skuci. Serafin zastanawiał się, czemu wolna dziewczyna nie ucieka ale nagle doszła do niego okrutna prawda o tym, że była ona przystawką w dzisiejszym menu młodego wampira. Z pewną dozą zaskoczenia, ale również zainteresowania obserwował on jak panicz rozwiązuje dwie następne ofiary i po prostu rzuca je w ogień. Po pokoju rozszedł się zapach palonego tłuszczu oraz głośny śmiech który przerodził się chichot. Następne osoby kończyły różnie, zdarzały się odcięte kończyny, kąpiel w smole, ćwiartowanie, łamanie kołem i na kole i wiele innych znanych młodzieńcowi śmiercionośnych tortur. W końcu powolnym krokiem podszedł do niego. -Oto i danie główne. Nie wiem czy to zrozumiesz ale nigdy jeszcze nie piłem krwi z upadłego serafina. Musi być niezwykle smaczna. -Jak to wytłumaczysz? -Zabiłeś mego gościa więc mam prawo cię ukarać. Yokusome od razu pojął, że jego oprawca ma racje, takie panowały tu zasady. Wściekły na swój brak roztropności, czekał na to co miało nadejść. Pierwszym, na co zdecydował się jego przeciwnik było proste wyrwanie mu rąk ze stawów. Dokonał to dzięki związaniu mu rąk z tyłu i podniesieniu ich na odpowiednią wysokość. Chrupnięcie stawów było niebywale głośne ale nie aż tak bolesne jak mężczyzna sądził. Po tej podstawowej torturze przyszedł czas na coś bardziej wyrafinowanego za pomocą cieniutkich prętów wkładanych pod paznokcie wampir oderwał mu je. Serafin nie mógł powstrzymać się, od krzyku bólu a po jego policzkach spłynęły łzy. -Już? To jeszcze nie jest prawdziwy ból kotku. Powiedział po czym powiesił go za ręce pod sufitem i zaczął go biczować. Plecy ofiary pokrywały się teraz krwawą, makabryczną mozaiką a pióra jego skrzydeł nasiąkły czerwoną gęstą cieczą. Nagle na twarzy oprawcy pojawił się wyraz olśnienia, wziął on następne dwie liny i przywiązał ich końce do najniższych skrzydeł drugie zaczepił o specjalne drewniane urządzenie. Chwilę później, dosłownie wyrwał je z ciała upadłego. Nie zwracając uwagi na krzyki wziął jedno z nich i zaczął się zastanawiać jak je wykorzystać. Nie wpadł na żaden konkretny pomysł ,więc po prosty odrzucił je na bok i wrócił do zabawy. Najpierw posypał solą rany po skrzydłach a później podpalił górna parę. Gdy ogień płonął, związał Yokusome i podwiesił go pod sufitem tak aby jego krew ściekała w jeden punkt. Do złotego kielicha. Po tym jak z drugiej pary skrzydełek nic już nie zostało opuścił serafina, podszedł do niego i bezceremonialnie zaczął kłuć go długą rozpaloną igłą. Wrzaski osiągnęły apogeum, gdy wykuł mu jedno oko i wypalił na szyi znak swojego rodu. -Cóż za piękny śpiew. Stwierdził perwersyjnie i nagle zauważył, że ofiara, jest już u kresu swoich sił. Dumny z siebie podniósł mu głowę spojrzał w jego jedyne oko i pocałował go niezwykle delikatnie, odwrócił się i odszedł. Gdy stał przy drzwiach rzucił jeszcze okiem, już na świeżego trupa a gdy pociągnął nosem poczuł ledwie rozpoznawalną woń spermy. Westchnął zadowolony i pociągnął z kielicha duży łyk jego krwi. Natychmiast niczym rażony gromem padł martwy a pucharek poturlał się po podłodze rozlewając resztę czerwonego płynu. Ostatnia para skrzydeł stała się śnieżnobiała.
Yokusome szedł spokojnie, przez zatłoczone miasto, był jednym z milionów istot przetaczających się przez te ulice i jakoś nikogo nie dziwiły trzy pary skrzydeł oznajmujące jego przynależność do serafinów. Tutejsi, mieli w głowie tylko swoje własne interesy i dopóki nie był z nimi związany, nie interesowało ich dokąd zmierza. Mężczyzna ten, wyróżniał się nie tylko tym, do którego anielskiego chóru należał. Pióra jego skrzydeł były czarne, co sugerował, że należał do upadłych tezę te potwierdzał również ubiór. Długi czarny płaszcz z opuszczonym kapturem, który skutecznie uniemożliwiał zobaczenie co nosi on pod spodem, długie fioletowe włosy z nielicznymi czerwonymi pasemkami, trupio blada cera no i oczy bez białek o białej barwie i źrenicach niczym u kota. U pasa wisiało mu parę sakiewek, które najprawdopodobniej wypełniały pieniądze, sądząc po miłym dla ucha odgłosie szczękania. W końcu dotarł do murów okalających "dzielnice panów". Przy bramie stało sześciu strażników, którzy czujnie przyglądali się wchodzącym do środka osobom i sporadycznie przeszukiwali lub wypytywali gości. Gdy ich wzrok padł na nieznajomego zadrżeli ze strachu, jeden z nich stracił przytomność, a jego kompan popuścił w gacie. Kapitan straży niemrawym krokiem podszedł, ukłonił się i powiedział: - W jakim celu przybywa pan do tej części miasta? - Mam zaproszenie od Lorda Olenara. Odpowiedział swoim cichym i zachrypniętym głosem, zauważając z zadowoleniem przestrach kapitana. Ten nic nie powiedział tylko zszedł mu z drogi. Nie zwlekał więc i ruszył w dalszą drogę, nie lubił gdy ktoś musiał na niego czekać. Wielka sala balowa, była wypełniona po brzegi. Ludzie jedli, pili, tańczyli i flirtowali ze sobą. Jak zwykle to się działo, na balach u Olenara, każdy musiał założyć maskę, co zapewniało względną anonimowość i możliwość bezpiecznego skoku w bok, bez narażania się na niebezpieczeństwo szkodliwych plotek. Lord siedział w swojej loży na wygodnym fotelu obserwując to wszystko z wysoka. Nie podobało mu się to, nie znosił być w jednym pomieszczeniu z tyloma ludźmi, właśnie w takich momentach jego głód krwi był największy, ale właśnie te bale dawały mu okazje na zdobycie nowych ofiar do jego "zabaw". Młody wampir podniósł się ze swego fotela i powolnym krokiem zszedł do swych gości. Ludzie rozstępowali się przed nim, pozdrawiając go i kłaniając mu się. Podobało mu się, że ci ludzie znają swoje miejsce, z resztą zrobił wszystko aby im to przypomnieć, nawet swym strojem dawał ludziom pokaz. Na te okazję założył długą ciemnozieloną szatę, oraz pomalował paznokcie na ten sam kolor, dość mocno kontrastowało to z jego bladą cera i czerwonymi oczami ale na tym właśnie mu zależało. Na jego krótkie blond włosy z grzywką zasłaniającą jedno oko, służące założyły wianek z czarnych róż. W jego spiczastych uszach tkwiły liczne kolczyki. Tak wystrojony, zaledwie 16-sto letni lord kroczył dumnie przez sale szukając potencjalnych ofiar. 30 minut później, miał już dość sporą grupę na oku, już miał przestać szukać, gdy nagle jego wzrok padł na upadłego serafina, który to szedł ku "pokojom rozkoszy" z jakimś przystojnym mężczyzną. Chłopak od razu wyczuł potęgę tego jegomościa i zapragnął go mieć. Niestety był jeden problem, najprawdopodobniej należał on do wysoko postawionych, więc nie mógł tak po prostu wziąć go do lochów. Tym razem musiał jakoś sprawić aby cel sam do niego przyszedł. Znudzony, wszedł do pokoju wraz z nieznajomym. Oboje mieli na sobie kocie maski ale sądząc po wzroście, ubiorze i uszach jego nowego znajomego był to elf z wysoką pozycją. Nie był to inny serafin, no ale cóż "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma" pomyślał i pewnym ruchem przyciągnął do siebie partnera, trzymając go jedną ręką w pasie, a drugą miętosząc jego pośladki. Nic nie mówili, w zaskakującej ciszy przeszli na łóżko, przy okazji zdejmując niepotrzebne ubrania. Z zadowoleniem zauważył, że nieznajomy prezentuje się całkiem przyzwoicie i, że jego prącie jest już gotowe do zabawy. Po standardowych macankach, serafin wstał przez co jego penis, był teraz na wysokości ust drugiego co ten od razu zrozumiał i zaczął lizać i ssać. Zadowolony z Fellatio, mruczał cicho, czekając na orgazm w chwili wytrysku przytrzymał elfowi głowę zmuszając go do połknięcia jego spermy o dziwo, mężczyzna nie wyrywał się on a nawet po wszystkim wylizał wszystko dokładnie oraz zapunktował u Yokusome wylizaniem jego jąder. Nie mogąc już wytrzymać upadły odwrócił nieznajomego na brzuch i delikatnym ruchem wsadził mu w tyłek 2 palce. Gdy już mięśnie zacisnęły się na nich, zaczął nimi poruszać posuwiście pamiętając o tym aby od czasu do czasu zmienić ruchy na np.kołowe albo tzw. nożyce gdy widział już, że partner jest bliski orgazmu wyjął je i zastąpił własnym penisem. Obydwoje poruszali biodrami aby zwiększyć intensywność doznawanej rozkoszy. Jęki elfa mieszały się z głośnym mruczeniem serafina aż w końcu oboje doszli w tym samym momencie. Podobało mu się, jednak wyszedł z partnera i głośno powiedział: -Naprawdę mi się podobało. Szkoda, że musisz umrzeć. Jego ofiara, nie zdążyła nawet zareagować jego ręka złapał go za kark i rzucił nim przez cały pokój po czym upadły, zaczął kopać go i okładać pięściami, do momentu gdy ciało zmieniło się w krwawą masę na którą z zadowoleniem spuścił się. Ubrał się i trochę ochłonął. wyszedł na korytarz i kazał stojącemu tam służącemu posprzątać po nim, a sam skierował się w stronę wielkiej sali aby się czegoś napić. Obudził się w mrocznej celi w której straszliwie śmierdziało. Ostatnim czym pamietał było zamówienie wina i konsumpcja owego. "Ktoś musiał mnie otruć", pomyślał zaskoczony i zaczął rozmyślać, o tym jaki ktoś mógłby mieć w tym cel. Jedyną osobą, która przyszła mu na myśl Olenar, gdyż jako jedyny był na tyle potężny aby móc z nim zadrzeć. Wściekły już miał wydostać się z celi i rozpocząć poszukiwania oprawcy gdy nagle usłyszał kroki. Do celi wszedł strażnik, mężczyzna zabrał go do jakiejś większej sali po czym przykuł do kajdan wiszących na jednej ze ścian. W środku było juz dużo ludzi oraz sam gospodarz balu. Wszyscy oprócz niego i jednej młodej dziewczyny byli związani lub skuci. Serafin zastanawiał się, czemu wolna dziewczyna nie ucieka ale nagle doszła do niego okrutna prawda o tym, że była ona przystawką w dzisiejszym menu młodego wampira. Z pewną dozą zaskoczenia, ale również zainteresowania obserwował on jak panicz rozwiązuje dwie następne ofiary i po prostu rzuca je w ogień. Po pokoju rozszedł się zapach palonego tłuszczu oraz głośny śmiech który przerodził się chichot. Następne osoby kończyły różnie, zdarzały się odcięte kończyny, kąpiel w smole, ćwiartowanie, łamanie kołem i na kole i wiele innych znanych młodzieńcowi śmiercionośnych tortur. W końcu powolnym krokiem podszedł do niego. -Oto i danie główne. Nie wiem czy to zrozumiesz ale nigdy jeszcze nie piłem krwi z upadłego serafina. Musi być niezwykle smaczna. -Jak to wytłumaczysz? -Zabiłeś mego gościa więc mam prawo cię ukarać. Yokusome od razu pojął, że jego oprawca ma racje, takie panowały tu zasady. Wściekły na swój brak roztropności, czekał na to co miało nadejść. Pierwszym, na co zdecydował się jego przeciwnik było proste wyrwanie mu rąk ze stawów. Dokonał to dzięki związaniu mu rąk z tyłu i podniesieniu ich na odpowiednią wysokość. Chrupnięcie stawów było niebywale głośne ale nie aż tak bolesne jak mężczyzna sądził. Po tej podstawowej torturze przyszedł czas na coś bardziej wyrafinowanego za pomocą cieniutkich prętów wkładanych pod paznokcie wampir oderwał mu je. Serafin nie mógł powstrzymać się, od krzyku bólu a po jego policzkach spłynęły łzy. -Już? To jeszcze nie jest prawdziwy ból kotku. Powiedział po czym powiesił go za ręce pod sufitem i zaczął go biczować. Plecy ofiary pokrywały się teraz krwawą, makabryczną mozaiką a pióra jego skrzydeł nasiąkły czerwoną gęstą cieczą. Nagle na twarzy oprawcy pojawił się wyraz olśnienia, wziął on następne dwie liny i przywiązał ich końce do najniższych skrzydeł drugie zaczepił o specjalne drewniane urządzenie. Chwilę później, dosłownie wyrwał je z ciała upadłego. Nie zwracając uwagi na krzyki wziął jedno z nich i zaczął się zastanawiać jak je wykorzystać. Nie wpadł na żaden konkretny pomysł ,więc po prosty odrzucił je na bok i wrócił do zabawy. Najpierw posypał solą rany po skrzydłach a później podpalił górna parę. Gdy ogień płonął, związał Yokusome i podwiesił go pod sufitem tak aby jego krew ściekała w jeden punkt. Do złotego kielicha. Po tym jak z drugiej pary skrzydełek nic już nie zostało opuścił serafina, podszedł do niego i bezceremonialnie zaczął kłuć go długą rozpaloną igłą. Wrzaski osiągnęły apogeum, gdy wykuł mu jedno oko i wypalił na szyi znak swojego rodu. -Cóż za piękny śpiew. Stwierdził perwersyjnie i nagle zauważył, że ofiara, jest już u kresu swoich sił. Dumny z siebie podniósł mu głowę spojrzał w jego jedyne oko i pocałował go niezwykle delikatnie, odwrócił się i odszedł. Gdy stał przy drzwiach rzucił jeszcze okiem, już na świeżego trupa a gdy pociągnął nosem poczuł ledwie rozpoznawalną woń spermy. Westchnął zadowolony i pociągnął z kielicha duży łyk jego krwi. Natychmiast niczym rażony gromem padł martwy a pucharek poturlał się po podłodze rozlewając resztę czerwonego płynu. Ostatnia para skrzydeł stała się śnieżnobiała.
czwartek, 26 lipca 2012
Rozdział I tytułu jeszcze nie mam -.-
Duży pokój zapełniony akcesoriami do tortur i innych niezbyt
normalnych fetyszy, wszystko utrzymane jest w ciemnych, można nawet powiedzieć
mrocznych barwach. W kącie stało wygodne łóżko z krwisto czerwonym baldachimem
lecz gdyby weszła tu postronna osoba pierwszym na co zwróciłaby uwagę byłoby
to, że w kącie klęczy młody chłopak, od razu zauważyła by również iż jego ręce
były związane za nim i za pomocą sznura i kółka zamontowanego w suficie
uniesione do takiej pozycji, że stawy w każdej chwili mogły nie wytrzymać. O
dziwo chłopak uśmiechał się, rozkoszując się tym bólem czekał aż jego klient zjawi się w pokoju.
Nagle usłyszał ciche skrzypnięcie drzwi oraz poczuł mocną woń perfum którą to
otaczał się nieznajomy. Związany uniósł lekko głowę aby móc zobaczyć z kim ma
do czynienia. Na pierwszy rzut oka widać było, że mężczyzna ten nie wywodzi się
z plebsu, jego skóra miała piękny złotawy odcień, w jego ruchach widać było
wyuczoną elegancję i gracje, dopełnieniem tego obrazka było eleganckie ubranie
oraz srebrny krucyfiks zawieszony na jego szyi oraz kieliszek bardzo drogiego
wina trzymany w jego dłoni. „A więc dziś pobawimy się z inkwizytorem” Pomyślał
z zaskoczeniem, gdyż rzadko korzystali oni z usług takich osób jak on.
-Masz na imię Shun, tak?
-Tak Panie.
-Widzę, że znasz swoje miejsce, podoba mi się to.
Nieznajomy wypowiedział te słowa z tajemniczym uśmiechem
na twarzy po czym zaczerpnął łyk wina, odłożył kieliszek i powolnym krokiem
podszedł do swej ofiary po drodze zabierając z małego stolika przepaskę na
oczy. Shun naprawdę wyglądał na jeden z najlepszych towarów w tym przybytku,
zauważył z zadowoleniem w myślach. Chłopak miał niezwykle bladą cerę która
kontrastowała z jego czarnymi włosami do tego niezwykłe błękitne oczy w których
można było się zapatrzeć oraz ciało które sugerowało, że czas wolny chłopak
spędza ćwicząc. Nigdzie nie widać było blizn co było niezwykle ważne gdyż
inkwizytor lubił myśleć, że jest tym pierwszym. Zgrabnymi i pewnymi ruchami
związał oczy Shun’a i usiadł na łóżku myśląc na jaką dokładnie „zabawę” ma dziś
ochotę.
Cisza.
Wiedział, że za chwile przyjdzie ból , czekał na niego chcąc mieć to już z
głowy i odebrać należną mu zapłatę ale najwyraźniej klient nie miał zamiaru się
śpieszyć. Nagle poczuł dotyk zimnego metalu na swojej klatce piersiowej w
okolicach serca, był to zapewne krucyfiks jego dzisiejszego pana sądząc po tym,
że po chwili usłyszał cichy szept
-Na pewno masz coś na sumieniu. Ja cię dziś rozgrzeszę.
Słowa te wypowiedziane zostały z lubością której Shun nie
spodziewał się po kimś takim a po nich przyszło uderzenie bicza, znał to
uczucie, wszechogarniający ból i pieczenie pleców jakby każde miejsce które
zostało uderzone tak naprawdę ktoś przypiekał rozżarzonym prętem. Nie wydał z
siebie żadnego dźwięku. Ciosy wciąż spadały na jego plecy, czasem były to
długie serie a czasem pojedyncze uderzenia po których następowała dłuższa
chwila odpoczynku. Nagle ciosy zupełnie ustały a chłopak poczuł dotyk zimnych
palców no swoich sutkach.
-Ładne kolczyki, trzeba je jakoś wykorzystać.
Stwierdził inkwizytor po czym przywiązał do nich sznurki
i zaczął je ciągnąć i popuszczać. Tym razem chłopak nie wytrzymał a z jego ust
wydobył się jęk bólu. Niewielu jego klientów korzystało z tej możliwości więc
nie był do tego przyzwyczajony. Jego oprawca roześmiał się po czym z całej siły
uderzył go otwarta dłonią w twarz i splunął w nią, nie przejmując się tym co czuje Shun odwiązał
mu ręce i zaczął go po prostu brutalnie bić. Po czym zajął się ponownym związywaniem swej zabawki,
nie było to partackie wiązanie kończyn ale takie które nie dość, że skutecznie
skrępowało jego ruchy to dodatkowo zaciskało
się gdy związany gwałtowniej się poruszył no i oczywiście drażniło okolice
intymne ofiary. Zadowolony ze swego dzieła mężczyzna za pomocą drugiej liny
podwiesił chłopaka pod sufitem i cieszył się wydawanymi przez niego jękami. Po dwudziestu
minutach znudził się więc aby wnieść
jakieś urozmaicenie zapalił 2 świeczki, jedną ustawił nad swoją ofiarą
tak aby gorący wosk spadał na jego nagie ciało, drugą wykorzystał do
przypalania.
Ból
był teraz jedyną rzeczą o której myślał, liny wrzynające się w jego ciało,
gorący wosk oraz płomień świecy teraz te trzy aspekty zadawanych mu właśnie
tortur stały się całym jego światem, zapomniał o wszystkim, krzyczał, jęczał i
płakał prosząc swego pana o litość lecz to przynosiło my tylko jeszcze większe
cierpienie. Było jednak coś co jeszcze bardziej go przerażało, nie mógł
zaprzeczyć, że mimo wszystko tak naprawdę podnieca go to. W końcu wszystko ustało
a on znów znalazł się na podłodze pokoju.
-Koniec tego rozgrzeszania. Było miło kotku napiwek masz
na łóżku.
Powiedział klient po czym podszedł do Shuna, pocałował go
i szybko wyszedł z pokoju.
Shun
wiedział, że powinien wziąć pieniądze i już stąd wyjść ale nie mógł zdobyć się
na podniesienie się z podłogi. Wciąż czuł drobną cząstkę zadanego mu bólu i nie
chciał aby ona szybko od niego odeszła. Niepokoiło go to i nie pozwalało
racjonalnie myśleć. Wiedział jedno wizyta tego człowieka zmieniła go.
wtorek, 21 lutego 2012
V
Imellion siedział na sofie w swoim salonie. Popijał powoli drinka i zastanawiał się co by tu zrobić. W końcu wyjął telefon i napisał krótkiego smsa do Ishimury. "Trzeba się będzie przygotować" pomyślał i wyszedł z domu.
Ishimura przez cały dzień rozmyślał o Yutero. Czuł ogromny mętlik w swojej głowie i wciąż nie umiał nazwać tego co czuł do Yutero i Imelliona. Cała jego dzisiejsza rozmowa z niebieskookim popsuła tylko ich relacje. Nagle poczuł lekkie wibracje w kieszeni. Wyjął telefon i zauważył, że dostał smsa od demona "dziś o północy w parku". Zdenerwowany tym co zobaczył wstał i poszedł na długi spacer.
Yutero siedział w parku niedaleko szkoły i rozmyślał nad jego rozmową z Ishimurą. "niech w końcu się zdecyduje czego odemnie chce" Pomyślał ze złością. Skupił w sobie odrobinę magii i stworzył wokół ręki pioruny które raniły jego ręce gdyż nie wytworzył żadnej bariery. Zadowolony chłopak uśmiechnął się lekko i odciął dopływ magii. Wstał i udał się powolnym krokiem w stronę szkoły. Było już ciemno i nie zauważył, że podąża za nim grupka 10 osób.
Hoshi podszedł do nieświadomego chłopaka i uderzył go w tył głowy, po czym odsunął się o jego przyboczni podbiegli do niebieskookiego i zaczęli go bić.
-To prezent od Ishimury za nie szanowanie go.
Stwierdził Hoshi z perwersyjnym uśmiechem na twarzy. Gdy chłopak był już tak obity że nie mógł się ruszać, zaciągnęli go w krzaki. Jeden z oprawców zdjął spodnie i bokserki ofiary. Hoshi szybko dobrał się do jego tyłka a inni spuszczali się na ciało chłopaka, zwłaszcza na jego twarz i we włosy oraz zmuszali go do połykania spermy, spuszczając mu się w usta i nie pozwalając mu jej wypluć. Gdy wszyscy zaspokoili swoje żądze podciągnęli spodnie i rozeszli się po parku zostawiając tam pobitego i zgwałconego chłopaka.
Ishimura był w parku równo o północy. Od razu zauważył siedzącego na ławce demona. Podszedł do niego z kamienną twarzą.
-Leżeć psie!
Powiedział demon na jego widok a gdy czarnowłosy wykonał zadanie wstał i założył mu na szyję czarną skórzaną obrożę z ogromnymi kolcami, po czym zapiął go na smycz.
- Grzeczny piesek. Mam nadzieję, że umiesz chodzić przy nodze.
Powiedział demon i głośno zamruczał. Chłopak szedł grzecznie przy jego nodze, demon wniknął w jego myśli i zauważył przyjemność jaką dawało to jego ofierze. Zadowolony pogłaskał go po głowię i szedł z nim dalej. Po godzinie spaceru podszedł z Ishimurą pod wielkie drzewo i powiedział:
-Jeśli załatwisz się na to drzewo jak piesek to dziś już skończymy.
Z zaskoczeniem obserwował jak chłopak spełnia jego rozkaz. Uśmiechnął się perwersyjnie i odpiął go ze smyczy.
-Możesz iść. I masz nie zdejmować tej obroży.
Powiedział. Ishimura podniósł się z ziemi a uwadze demona nie umknął zapach spermy i mała plama w okolicach krocza. Jego ofiara uśmiechnęła się niepewnie i szybko oddaliła się od demona.
---------------------
Ten rozdział jest krótki ale bardzo ważny dla późniejszej fabuły
Ishimura przez cały dzień rozmyślał o Yutero. Czuł ogromny mętlik w swojej głowie i wciąż nie umiał nazwać tego co czuł do Yutero i Imelliona. Cała jego dzisiejsza rozmowa z niebieskookim popsuła tylko ich relacje. Nagle poczuł lekkie wibracje w kieszeni. Wyjął telefon i zauważył, że dostał smsa od demona "dziś o północy w parku". Zdenerwowany tym co zobaczył wstał i poszedł na długi spacer.
Yutero siedział w parku niedaleko szkoły i rozmyślał nad jego rozmową z Ishimurą. "niech w końcu się zdecyduje czego odemnie chce" Pomyślał ze złością. Skupił w sobie odrobinę magii i stworzył wokół ręki pioruny które raniły jego ręce gdyż nie wytworzył żadnej bariery. Zadowolony chłopak uśmiechnął się lekko i odciął dopływ magii. Wstał i udał się powolnym krokiem w stronę szkoły. Było już ciemno i nie zauważył, że podąża za nim grupka 10 osób.
Hoshi podszedł do nieświadomego chłopaka i uderzył go w tył głowy, po czym odsunął się o jego przyboczni podbiegli do niebieskookiego i zaczęli go bić.
-To prezent od Ishimury za nie szanowanie go.
Stwierdził Hoshi z perwersyjnym uśmiechem na twarzy. Gdy chłopak był już tak obity że nie mógł się ruszać, zaciągnęli go w krzaki. Jeden z oprawców zdjął spodnie i bokserki ofiary. Hoshi szybko dobrał się do jego tyłka a inni spuszczali się na ciało chłopaka, zwłaszcza na jego twarz i we włosy oraz zmuszali go do połykania spermy, spuszczając mu się w usta i nie pozwalając mu jej wypluć. Gdy wszyscy zaspokoili swoje żądze podciągnęli spodnie i rozeszli się po parku zostawiając tam pobitego i zgwałconego chłopaka.
Ishimura był w parku równo o północy. Od razu zauważył siedzącego na ławce demona. Podszedł do niego z kamienną twarzą.
-Leżeć psie!
Powiedział demon na jego widok a gdy czarnowłosy wykonał zadanie wstał i założył mu na szyję czarną skórzaną obrożę z ogromnymi kolcami, po czym zapiął go na smycz.
- Grzeczny piesek. Mam nadzieję, że umiesz chodzić przy nodze.
Powiedział demon i głośno zamruczał. Chłopak szedł grzecznie przy jego nodze, demon wniknął w jego myśli i zauważył przyjemność jaką dawało to jego ofierze. Zadowolony pogłaskał go po głowię i szedł z nim dalej. Po godzinie spaceru podszedł z Ishimurą pod wielkie drzewo i powiedział:
-Jeśli załatwisz się na to drzewo jak piesek to dziś już skończymy.
Z zaskoczeniem obserwował jak chłopak spełnia jego rozkaz. Uśmiechnął się perwersyjnie i odpiął go ze smyczy.
-Możesz iść. I masz nie zdejmować tej obroży.
Powiedział. Ishimura podniósł się z ziemi a uwadze demona nie umknął zapach spermy i mała plama w okolicach krocza. Jego ofiara uśmiechnęła się niepewnie i szybko oddaliła się od demona.
---------------------
Ten rozdział jest krótki ale bardzo ważny dla późniejszej fabuły
IV
Ishimura leżał w łóżku w swoim pokoju. Była już 23 ale Yutero wciąż się nie pojawił. Chłopak był załamany tym co zaszło w klubie. Wciąż czuł na skórze miejsce w które uderzyła dłoń niebieskookiego i miejsca w które wbijała się lina. Jego myśli nie mogły oderwać się od tego tematu. Wciąż nie wiedział co myśleć o Imellionie ale równocześnie jego uczucia do lokatora krystalizowały się. Jego serce mówiło, że chce związać się z Yutero ale jednocześnie ciało podsuwało mu wspomnienia przyjemności danej mu przez demona. Gdy frustracja chłopaka osiągnęła szczyt wstał on z łóżka, ubrał się i wyszedł z pokoju. jego nogi prowadziły go same gdyż chłopak cały czas rozmyślał nad swoim problemem. Nie zdziwił się gdy okazało się, że doszedł do salonu piercingu z którego zawsze korzystał. Z uśmiechem wszedł do środka i powiedział do stojącej przy ladzie kobiety:
-Po jednym kolczyku w wardze, lewej brwi, nosie i wiązadełku w ustach.
Kobieta uśmiechnęła się do niego szeroko i od razu wzięła się do pracy.
Ishimura stał przed lustrem i przyglądał się swoim nowym kolczykom. Podobały mu się i nie wiedzieć czemu patrząc na nie od razu łatwiej było mu się rozluźnić. Spokojnym krokiem wyszedł z salonu i skierował się do akademiku.
Yutero spędził całą noc w bibliotece płacząc cicho i modląc się w myślach żeby nikt go nie znalazł gdyż nie miał ochoty wracać do pokoju w którym był Ishimura. Następnego dnia odwiedził swój pokój tylko na chwilę żeby przebrać się i wziąć potrzebne mu rzeczy.
Gdy niebieskooki wszedł na stołówkę jak zwykle przepełnioną ludźmi, od razu skierował się do miejsca w którym podawano jedzenie. Wziął sobie 4 kanapki które nie miały mięsa ani żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego. Usiadł jak zwykle w kącie i zaczął jeść. Po 5 minutach ktoś stanął naprzeciw niego. Chłopak podniósł wzrok i zauważył, że to Ishimura.
-Czego?
-Ohayo Yutero-kun! Gomen za wczoraj ale sytuacja była inna niż myślisz.
-Aha. A więc chcesz mi powiedzieć, że nie olałeś mnie dla dziwki?
-A-a-ale to nie tak...
Głos Ishimury załamał się i chłopak zamilkł. Znów utonął w niesamowitych oczach swojego lokatora.
-Chciałem się z tobą spotkać ale okoliczności...
Czarnowłosy nie dokończył gdyż jego rozmówca nagle wstał i powiedział:
-Zamknij się! Nie chce tego słuchać!
Po czym odwrócił się i wyszedł ze stołówki. Ishimura nie szedł za nim gdyż czuł, że nie powinien tego robić
-Po jednym kolczyku w wardze, lewej brwi, nosie i wiązadełku w ustach.
Kobieta uśmiechnęła się do niego szeroko i od razu wzięła się do pracy.
Ishimura stał przed lustrem i przyglądał się swoim nowym kolczykom. Podobały mu się i nie wiedzieć czemu patrząc na nie od razu łatwiej było mu się rozluźnić. Spokojnym krokiem wyszedł z salonu i skierował się do akademiku.
Yutero spędził całą noc w bibliotece płacząc cicho i modląc się w myślach żeby nikt go nie znalazł gdyż nie miał ochoty wracać do pokoju w którym był Ishimura. Następnego dnia odwiedził swój pokój tylko na chwilę żeby przebrać się i wziąć potrzebne mu rzeczy.
Gdy niebieskooki wszedł na stołówkę jak zwykle przepełnioną ludźmi, od razu skierował się do miejsca w którym podawano jedzenie. Wziął sobie 4 kanapki które nie miały mięsa ani żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego. Usiadł jak zwykle w kącie i zaczął jeść. Po 5 minutach ktoś stanął naprzeciw niego. Chłopak podniósł wzrok i zauważył, że to Ishimura.
-Czego?
-Ohayo Yutero-kun! Gomen za wczoraj ale sytuacja była inna niż myślisz.
-Aha. A więc chcesz mi powiedzieć, że nie olałeś mnie dla dziwki?
-A-a-ale to nie tak...
Głos Ishimury załamał się i chłopak zamilkł. Znów utonął w niesamowitych oczach swojego lokatora.
-Chciałem się z tobą spotkać ale okoliczności...
Czarnowłosy nie dokończył gdyż jego rozmówca nagle wstał i powiedział:
-Zamknij się! Nie chce tego słuchać!
Po czym odwrócił się i wyszedł ze stołówki. Ishimura nie szedł za nim gdyż czuł, że nie powinien tego robić
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)

