Pisane dla Kandy-san i BB późno w nocy.
Yokusome szedł spokojnie, przez zatłoczone miasto, był jednym z milionów istot przetaczających się przez te ulice i jakoś nikogo nie dziwiły trzy pary skrzydeł oznajmujące jego przynależność do serafinów. Tutejsi, mieli w głowie tylko swoje własne interesy i dopóki nie był z nimi związany, nie interesowało ich dokąd zmierza. Mężczyzna ten, wyróżniał się nie tylko tym, do którego anielskiego chóru należał. Pióra jego skrzydeł były czarne, co sugerował, że należał do upadłych tezę te potwierdzał również ubiór. Długi czarny płaszcz z opuszczonym kapturem, który skutecznie uniemożliwiał zobaczenie co nosi on pod spodem, długie fioletowe włosy z nielicznymi czerwonymi pasemkami, trupio blada cera no i oczy bez białek o białej barwie i źrenicach niczym u kota. U pasa wisiało mu parę sakiewek, które najprawdopodobniej wypełniały pieniądze, sądząc po miłym dla ucha odgłosie szczękania. W końcu dotarł do murów okalających "dzielnice panów". Przy bramie stało sześciu strażników, którzy czujnie przyglądali się wchodzącym do środka osobom i sporadycznie przeszukiwali lub wypytywali gości. Gdy ich wzrok padł na nieznajomego zadrżeli ze strachu, jeden z nich stracił przytomność, a jego kompan popuścił w gacie. Kapitan straży niemrawym krokiem podszedł, ukłonił się i powiedział: - W jakim celu przybywa pan do tej części miasta? - Mam zaproszenie od Lorda Olenara. Odpowiedział swoim cichym i zachrypniętym głosem, zauważając z zadowoleniem przestrach kapitana. Ten nic nie powiedział tylko zszedł mu z drogi. Nie zwlekał więc i ruszył w dalszą drogę, nie lubił gdy ktoś musiał na niego czekać. Wielka sala balowa, była wypełniona po brzegi. Ludzie jedli, pili, tańczyli i flirtowali ze sobą. Jak zwykle to się działo, na balach u Olenara, każdy musiał założyć maskę, co zapewniało względną anonimowość i możliwość bezpiecznego skoku w bok, bez narażania się na niebezpieczeństwo szkodliwych plotek. Lord siedział w swojej loży na wygodnym fotelu obserwując to wszystko z wysoka. Nie podobało mu się to, nie znosił być w jednym pomieszczeniu z tyloma ludźmi, właśnie w takich momentach jego głód krwi był największy, ale właśnie te bale dawały mu okazje na zdobycie nowych ofiar do jego "zabaw". Młody wampir podniósł się ze swego fotela i powolnym krokiem zszedł do swych gości. Ludzie rozstępowali się przed nim, pozdrawiając go i kłaniając mu się. Podobało mu się, że ci ludzie znają swoje miejsce, z resztą zrobił wszystko aby im to przypomnieć, nawet swym strojem dawał ludziom pokaz. Na te okazję założył długą ciemnozieloną szatę, oraz pomalował paznokcie na ten sam kolor, dość mocno kontrastowało to z jego bladą cera i czerwonymi oczami ale na tym właśnie mu zależało. Na jego krótkie blond włosy z grzywką zasłaniającą jedno oko, służące założyły wianek z czarnych róż. W jego spiczastych uszach tkwiły liczne kolczyki. Tak wystrojony, zaledwie 16-sto letni lord kroczył dumnie przez sale szukając potencjalnych ofiar. 30 minut później, miał już dość sporą grupę na oku, już miał przestać szukać, gdy nagle jego wzrok padł na upadłego serafina, który to szedł ku "pokojom rozkoszy" z jakimś przystojnym mężczyzną. Chłopak od razu wyczuł potęgę tego jegomościa i zapragnął go mieć. Niestety był jeden problem, najprawdopodobniej należał on do wysoko postawionych, więc nie mógł tak po prostu wziąć go do lochów. Tym razem musiał jakoś sprawić aby cel sam do niego przyszedł. Znudzony, wszedł do pokoju wraz z nieznajomym. Oboje mieli na sobie kocie maski ale sądząc po wzroście, ubiorze i uszach jego nowego znajomego był to elf z wysoką pozycją. Nie był to inny serafin, no ale cóż "jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma" pomyślał i pewnym ruchem przyciągnął do siebie partnera, trzymając go jedną ręką w pasie, a drugą miętosząc jego pośladki. Nic nie mówili, w zaskakującej ciszy przeszli na łóżko, przy okazji zdejmując niepotrzebne ubrania. Z zadowoleniem zauważył, że nieznajomy prezentuje się całkiem przyzwoicie i, że jego prącie jest już gotowe do zabawy. Po standardowych macankach, serafin wstał przez co jego penis, był teraz na wysokości ust drugiego co ten od razu zrozumiał i zaczął lizać i ssać. Zadowolony z Fellatio, mruczał cicho, czekając na orgazm w chwili wytrysku przytrzymał elfowi głowę zmuszając go do połknięcia jego spermy o dziwo, mężczyzna nie wyrywał się on a nawet po wszystkim wylizał wszystko dokładnie oraz zapunktował u Yokusome wylizaniem jego jąder. Nie mogąc już wytrzymać upadły odwrócił nieznajomego na brzuch i delikatnym ruchem wsadził mu w tyłek 2 palce. Gdy już mięśnie zacisnęły się na nich, zaczął nimi poruszać posuwiście pamiętając o tym aby od czasu do czasu zmienić ruchy na np.kołowe albo tzw. nożyce gdy widział już, że partner jest bliski orgazmu wyjął je i zastąpił własnym penisem. Obydwoje poruszali biodrami aby zwiększyć intensywność doznawanej rozkoszy. Jęki elfa mieszały się z głośnym mruczeniem serafina aż w końcu oboje doszli w tym samym momencie. Podobało mu się, jednak wyszedł z partnera i głośno powiedział: -Naprawdę mi się podobało. Szkoda, że musisz umrzeć. Jego ofiara, nie zdążyła nawet zareagować jego ręka złapał go za kark i rzucił nim przez cały pokój po czym upadły, zaczął kopać go i okładać pięściami, do momentu gdy ciało zmieniło się w krwawą masę na którą z zadowoleniem spuścił się. Ubrał się i trochę ochłonął. wyszedł na korytarz i kazał stojącemu tam służącemu posprzątać po nim, a sam skierował się w stronę wielkiej sali aby się czegoś napić. Obudził się w mrocznej celi w której straszliwie śmierdziało. Ostatnim czym pamietał było zamówienie wina i konsumpcja owego. "Ktoś musiał mnie otruć", pomyślał zaskoczony i zaczął rozmyślać, o tym jaki ktoś mógłby mieć w tym cel. Jedyną osobą, która przyszła mu na myśl Olenar, gdyż jako jedyny był na tyle potężny aby móc z nim zadrzeć. Wściekły już miał wydostać się z celi i rozpocząć poszukiwania oprawcy gdy nagle usłyszał kroki. Do celi wszedł strażnik, mężczyzna zabrał go do jakiejś większej sali po czym przykuł do kajdan wiszących na jednej ze ścian. W środku było juz dużo ludzi oraz sam gospodarz balu. Wszyscy oprócz niego i jednej młodej dziewczyny byli związani lub skuci. Serafin zastanawiał się, czemu wolna dziewczyna nie ucieka ale nagle doszła do niego okrutna prawda o tym, że była ona przystawką w dzisiejszym menu młodego wampira. Z pewną dozą zaskoczenia, ale również zainteresowania obserwował on jak panicz rozwiązuje dwie następne ofiary i po prostu rzuca je w ogień. Po pokoju rozszedł się zapach palonego tłuszczu oraz głośny śmiech który przerodził się chichot. Następne osoby kończyły różnie, zdarzały się odcięte kończyny, kąpiel w smole, ćwiartowanie, łamanie kołem i na kole i wiele innych znanych młodzieńcowi śmiercionośnych tortur. W końcu powolnym krokiem podszedł do niego. -Oto i danie główne. Nie wiem czy to zrozumiesz ale nigdy jeszcze nie piłem krwi z upadłego serafina. Musi być niezwykle smaczna. -Jak to wytłumaczysz? -Zabiłeś mego gościa więc mam prawo cię ukarać. Yokusome od razu pojął, że jego oprawca ma racje, takie panowały tu zasady. Wściekły na swój brak roztropności, czekał na to co miało nadejść. Pierwszym, na co zdecydował się jego przeciwnik było proste wyrwanie mu rąk ze stawów. Dokonał to dzięki związaniu mu rąk z tyłu i podniesieniu ich na odpowiednią wysokość. Chrupnięcie stawów było niebywale głośne ale nie aż tak bolesne jak mężczyzna sądził. Po tej podstawowej torturze przyszedł czas na coś bardziej wyrafinowanego za pomocą cieniutkich prętów wkładanych pod paznokcie wampir oderwał mu je. Serafin nie mógł powstrzymać się, od krzyku bólu a po jego policzkach spłynęły łzy. -Już? To jeszcze nie jest prawdziwy ból kotku. Powiedział po czym powiesił go za ręce pod sufitem i zaczął go biczować. Plecy ofiary pokrywały się teraz krwawą, makabryczną mozaiką a pióra jego skrzydeł nasiąkły czerwoną gęstą cieczą. Nagle na twarzy oprawcy pojawił się wyraz olśnienia, wziął on następne dwie liny i przywiązał ich końce do najniższych skrzydeł drugie zaczepił o specjalne drewniane urządzenie. Chwilę później, dosłownie wyrwał je z ciała upadłego. Nie zwracając uwagi na krzyki wziął jedno z nich i zaczął się zastanawiać jak je wykorzystać. Nie wpadł na żaden konkretny pomysł ,więc po prosty odrzucił je na bok i wrócił do zabawy. Najpierw posypał solą rany po skrzydłach a później podpalił górna parę. Gdy ogień płonął, związał Yokusome i podwiesił go pod sufitem tak aby jego krew ściekała w jeden punkt. Do złotego kielicha. Po tym jak z drugiej pary skrzydełek nic już nie zostało opuścił serafina, podszedł do niego i bezceremonialnie zaczął kłuć go długą rozpaloną igłą. Wrzaski osiągnęły apogeum, gdy wykuł mu jedno oko i wypalił na szyi znak swojego rodu. -Cóż za piękny śpiew. Stwierdził perwersyjnie i nagle zauważył, że ofiara, jest już u kresu swoich sił. Dumny z siebie podniósł mu głowę spojrzał w jego jedyne oko i pocałował go niezwykle delikatnie, odwrócił się i odszedł. Gdy stał przy drzwiach rzucił jeszcze okiem, już na świeżego trupa a gdy pociągnął nosem poczuł ledwie rozpoznawalną woń spermy. Westchnął zadowolony i pociągnął z kielicha duży łyk jego krwi. Natychmiast niczym rażony gromem padł martwy a pucharek poturlał się po podłodze rozlewając resztę czerwonego płynu. Ostatnia para skrzydeł stała się śnieżnobiała.
dfjksdkgjdkjfksdj Nee chan jest z ciebie soł faking dumna
OdpowiedzUsuń